Widok Zamościa z ok. 1671 r. Fragment obrazu "Adoracja Madonny przez św. Jana Kantego i św. Antoniego" z kościoła w Bukowinie k. Tarnogrodu/ domena publiczna

Sytuacja po śmierci Jana Sobiepana Zamoyskiego.

Wiosną 1665 r. Zamoyski czuł się coraz gorzej. Jeszcze w marcu próbował uczestniczyć w życiu miasta, ale na początku kwietnia zaniemógł na tyle, że spisał swój testament. Życie zakończył dwa dni przed swoimi 38 urodzinami, 7 kwietnia 1665 r., nie pozostawiwszy po sobie męskiego spadkobiercy, który mógłby przejąć po nim rządy w ordynacji. W chwili śmierci była przy nim jedynie starsza siostra. 

Księżna, będąc osobą przewidującą, następnego dnia po zgonie brata zarządziła sekcję zwłok. Cel był jeden – Wiśniowiecka zabezpieczała się przed ewentualnymi oskarżeniami o użycie trucizny, które mogłyby paść ze strony jej przeciwników. Rudomicz donosi wprawdzie 8 kwietnia[1], że najpierw pojawiły się plotki o otruciu, a potem dopiero zarządzono sekcję zwłok, ale niewykluczone, że źródłem pogłosek był sam zamek zamojski, któremu potrzebny był pretekst do ustalenia niepodważalnej przyczyny zgonu. Zadbano też o obecność wszystkich liczących się w Zamościu medyków: Dobromirskiego, Blanga, Dobraszowskiego i Rudomicza. Lekarzom asystowali chirurdzy i aptekarze oraz dworzanie wojewody sandomierskiego. Jak zatem widać, sekcja była wyraźnie pokazowa i miała usunąć wszelkie wątpliwości co do przyczyn zgonu Zamoyskiego. Czy pomysł wyszedł od samej księżnej, czy od któregoś z jej doradców (np. obeznanego w takich sprawach Jerzego Szornela) pozostanie w sferze domysłów. Zgromadzeni jednogłośnie stwierdzili, że organizm Sobiepana strawiła choroba. Wskutek nadmiernego używania alkoholu całkowitemu zniszczeniu uległy śledziona i wątroba. Serce, uszkodzone i rozkładające się już za życia denata[2], zostało złożone do pięknej srebrnej puszki, którą do dziś można podziwiać w zamojskim muzeum sakralnym przy katedrze. Rudomicz nie wspomina ani słowem o chorobie wenerycznej, która ponoć miała dokuczać trzeciemu ordynatowi. Zresztą fakt, że Zamoyski miał cierpieć na syfilis neguje również sam Sobieski na podstawie świadectwa żony (list z 18 maja 1668). Ostateczne rozwiązanie tej kwestii mogą przynieść jedynie szczegółowe badania szczątków wojewody sandomierskiego.

Gryzelda przejęła rządy po bracie z chwilą jego śmierci, co już na starcie dało jej znaczącą przewagę nad pozostałymi spadkobiercami. Nie mogło to nastąpić bez poparcia oficjalistów Zamoyskiego, z których żaden nie zdecydował się na współpracę ani z Marią Kazimierą, ani z młodszą linią Zamoyskich.  Za Wiśniowiecką opowiedzieli się m.in.: chorąży bracławski Hieronim Żaboklicki, podskarbi zamkowy Maciej Antoni Wacławowicz, cześnik bełski Wojciech Tomisławski, burgrabia zamkowy Stanisław Borkowski, sędzia ziemski lubelski Jerzy Szornel, dziekan zamojski Andrzej Kłopocki, Aleksander Garczyński, N. Gąsiowski, Andrzej Komaracki, Adam Czarnołuski, Andrzej Abrek, Kazimierz Kuchowicz, Maciej Gawarecki, Aleksander Jarocki, Jan Rzepecki, Jan Słoniewski, Andrzej Chojnacki, Andrzej Berezowski, Andrzej Pruszkowski, czy Sebastian Stroński. Gryzeldę wspierał też Mikołaj Podlodowski, aczkolwiek nie wrócił on na dwór zamojski po śmierci trzeciego ordynata. Jedynie Stefan Gołecki postawił na współpracę z dworem królewskim, przesyłał do Warszawy informacje dotyczące tego, co się działo na dworze zamojskim jeszcze za życia Jana Sobiepana, w związku z czym został szybko z Zamościa odprawiony.

Przyczyny udzielenia poparcia Gryzeldzie były złożone (na ten temat także tu). Mimo, że była ona członkiem niewiarygodnie bogatej i zasłużonej dla Rzeczypospolitej rodziny, to jednak wskutek wojen, błędnej polityki państwa i zaniedbań znalazła się na krawędzi ubóstwa. Większość zamojskich oficjalistów znała ją, jeśli nie od urodzenia, to od wczesnej młodości, i współczuła jej losu uciekinierki i żebraczki. Troska o jej dalszą egzystencję często przewija się w źródłach z lat 1665 – 1666. Poza tym była powszechnie szanowana nie tylko za przynależność do rodziny Tomasza Zamoyskiego, ale i za fakt, że dzielnie znosiła swój los, nie wyszła ponownie za mąż, a pozostawała lojalna wobec zmarłego małżonka. Wiśniowiecka pomagała też bratu i wszystkim, którzy o tę pomoc się do niej zwracali. Interweniowała m.in. w sprawie Hazówny skazanej za otrucie męża, pośredniczyła w wynajmie mieszkania przez nieznaną kobietę u Rudomicza, czy wreszcie wstawiła się za samym Rudomiczem, co z pewnością wpływało pozytywnie na wizerunek. Zauważyć należy również, że duża część dworzan była bliżej lub dalej z nią spokrewniona i służyła na zamojskim dworze przez długie lata (np. Szornel, Wacławowicz), więc siłą rzeczy wytworzyła się więź emocjonalna z rodziną patrona. Niemałe znaczenie miał też fakt, że urzędnicy obawiali się również utraty swoich pozycji, gdyż nowy ordynat z pewnością obsadziłby stanowiska swoimi ludźmi, a oni musieliby odejść z niczym, jak podsumował burgrabia Borkowski[3]. Że poparcie dla księżnej wynikało nie tylko z przyczyn ekonomicznych świadczy też zapis w testamencie Hieronima Żaboklickiego, gdzie przeznacza on sumę dwóch tysięcy złotych na rzecz kościoła w Mokrelipiu, aby raz w tygodniu były odprawiane dwie msze – jedna za Sobiepana, a druga za Wiśniowiecką. Rzecz miała miejsce w 1676 r., trudno więc mówić tu o innych względach niż wdzięczność i sentyment dla dawnych patronów (cały testament dostępny tu).

Pierwsze dwa lata, kiedy Gryzelda jeszcze nie była pewna, czy uda się jej utrzymać ojcowiznę, wypełnione były ścisłą kontrolą życia zamościan i egzekwowaniem posłuszeństwa nie zawsze adekwatnymi środkami. W październiku 1665 r. boleśnie przekonał się o tym Bazyli Rudomicz, który próbował dać „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. Kiedy tylko informacje o jego, ponoć niewinnych, kontaktach ze stronnikami Zamoyskich dotarły do zamku, Hieronim Żaboklicki natychmiast zarządził, żeby winowajcę usunąć z miasta, i tylko wstawiennictwo kolegów profesorów i biskupa Świrskiego uratowało go przed katastrofą. Od tego czasu rektor ostrożniej dobierał towarzystwo do picia, choć jeszcze kilkakrotnie skłaniał się ku kasztelanowi czernihowskiemu. Kontakty te ustały dopiero po 1667 r. W późniejszym czasie rektor nie zadał sobie nawet trudu, żeby odnotować fakt zgonu Zamoyskiego w 1670 r.

Zdarzały się również przypadki samowoli dworzan Wiśniowieckiej. Najbardziej rażący miał miejsce pod koniec czerwca 1666 r., gdy Adam Czarnołuski, jej sługa, przemocą wprowadził się do kamienicy Jana Bekiera, który był jego dłużnikiem. Grożąc szablą i podpaleniem, częściowo w obecności księżnej, częściowo w urzędzie wójtowskim wymusił bez wyroku sądowego przeprowadzenie intromisji. Swoje zatargi z dworzanami miał również Rudomicz, jako że jego folwark sąsiadował z posesją Hieronima Żaboklickiego i zdarzało się, że chorąży bracławski wchodził w szkodę rektorowi (ostatecznie Żaboklicki odkupił sporne ziemie od Krystyny Rudomiczowej, jak wzmiankuje w swoim testamencie).

Kiedy księżna uzyskała wyrok Trybunału Lubelskiego skazujący Zdzisława Zamoyskiego za zbrojne zajazdy, sytuacja w mieście uspokoiła się nieco. Poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji na stałe zagościło w Zamościu po elekcji Michała.

 

Srebrna puszka, do której złożono serce Jana Sobiepana Zamoyskiego, Muzeum Sakralne Katedry Zamojskiej / za: www.zamosciopedia.pl dostęp: 08.08.2022

Działalność gospodarcza

Jan Zamoyski nie miał ani czasu, ani zdrowia zająć się swoimi majątkami tak, jak należało. Kiedy po jego śmierci siostra przejęła rządy w rodowych majętnościach, zabrała się za wielkie porządki. Majątki były arendowane przez niemal 500 osób różnych stanów, które nie wywiązywały się sumiennie ze swoich zobowiązań. Ponadto na dobrach ciążyły długi zaciągnięte jeszcze przez trzeciego ordynata. Księżna swoje rządy rozpoczęła od poinformowania wszystkich, że to ona i Stanisław Koniecpolski są teraz jedynymi prawowitymi dziedzicami wszystkich majątków pozostałych po Janie Zamoyskim. Większość dzierżawców bez protestu uznała jej roszczenia. Potem zabrała się za egzekwowanie należności i zobowiązań wobec ordynacji. Zalecenia te były czasem ciężkie do przyjęcia przez mieszczan przyzwyczajonych do samowoli za czasów Sobiepana. Z oburzeniem notuje Rudomicz, że piekarze zamojscy dostali nakaz zakupu zboża tylko z zamku pod groźbą zamknięcia ich sklepów przeznaczonych do sprzedaży chleba, co było dla nich wielką uciążliwością[4]. Pisywano więc do księżnej supliki z prośbami[5], zwłaszcza dotyczącymi ograniczenia liczby Żydów i ich swobód w mieście, ale ta prośba akurat została rozpatrzona negatywnie. Wiśniowieckiej nie interesowała narodowość mieszkańców, tylko pożytek, jaki z ich działalności płynął dla Zamościa. Niejednokrotnie skarży się w swoim pamiętniku rektor Rudomicz na, w jego mniemaniu, uprzywilejowaną pozycję kupców żydowskich i ochronę dawaną im przez zamek zamojski. Świadczy to o wyjątkowej otwartości i tolerancji Gryzeldy.

Wiśniowiecka pilnowała również przestrzegania porządku w mieście i utrzymania ogólnej estetyki. Znalazło to swój wyraz przede wszystkim przed wizytą Michała i Eleonory, kiedy usuwano z rynku szpetne budy i stragany kupców. Ustalano też komisyjnie granice pomiędzy poszczególnymi posesjami. Jak relacjonuje Rudomicz: z polecenia j. w. księżny urodzony pan Maciej Antoni Wacławowicz podskarbi zamkowy razem z urzędem radzieckim dokonali odgraniczenia tylnej części zabudowań podwórza za naszą kamienicą. Zezwolono na pozostawienie w spokoju budynków znajdujących się w prostej linii kamienicy pani Sołtanowej. Natomiast wszystkie zawalidrogi, jak kloaka pana Wilczka, chlewik pani Sołtanowej polecono zburzyć[6]. W 1670 r. przeprowadzono lustrację miasta.

Księżna była konsekwentna w egzekwowaniu należności[7], ale jeśli się okazywało, że pobrano za dużo, wtedy nakazywała zwrot nadpłaconej kwoty[8]. Mieszkańcy ordynacji zwracali się często do niej z rozmaitymi prośbami czy to o zezwolenie na wykup ziemi[9], czy o ingerencję i zdyscyplinowanie nadgorliwych urzędników, którzy później gęsto się tłumaczyli przed Wiśniowiecką ze swoich przewinień[10]. Prośby poddanych najwyraźniej bywały rozpatrywane pozytywnie, skoro w ogóle widzieli sens podejmowania korespondencji z księżną. Nadużycia rozpatrywał również sąd zamkowy. Rudomicz pod datą 13.12.1670 r. notuje, że jeden z dzierżawców, Grygiel (Grzegorz) Bar, który wyrządzał poddanym w Wielączy rożne niesprawiedliwości, dostał upomnienie i nakaz zapłaty odszkodowania pokrzywdzonym. Innym razem chłopi z Lipy pokrzywdzeni przez pożar zostali zwolnieni z powinności na rok, a pozostałym, którzy odnieśli z  tytułu ognia mniejsze szkody, liczba dni pańszczyzny została zmniejszona do jednego tygodniowo [Akta Sądu Komisarskiego Zamku Zamoyskiego, APL 868 3, s. 75, skan 41]. Innym razem, w marcu 1669 r., w niełaskę popadł wójt zamojski Jakub Wenton w związku z faktem, że szewc Stanisław poskarżył się na niego pisemnie do Wiśniowieckiej, że urzędnik nie chciał mu pozwolić na wniesienie apelacji od wyroku miejskiego do sądu komisarskiego. Jak podaje Rudomicz, księżna obraziła się i czyniła wójtowi ostre wyrzuty za jego zuchwałość. Skarga podobno była fałszywa, a zmartwiony Wenton udał się po radę i pociechę do przyjaciół. Cała sprawa zapewne zakończyła się ugodowo, bo Rudomicz już więcej o niej nie wspomina. O dbałości o poddanych świadczy również zapis z akt lustracji Tarnogrodu z 1671 r., gdzie znalazła się adnotacja o zakazie świadczenia powinności dzierżawcom i zastrzeżenie tych usług tylko dla samej księżnej [APL, AOZ, 71, 58, skan 26]. Przytoczone sytuacje jasno dowodzą, że najsłabsi nie byli pozostawieni sami sobie na pastwę możniejszych i silniejszych, zawsze mogli wnieść skargę do Wiśniowieckiej i liczyć na skuteczną reakcję.

Działalność kulturalna

Za czasów Wiśniowieckiej aktywnie działał teatr zamojski prowadzony przez profesorów Akademii. Wystawiano przedstawienia głównie o tematyce historycznej, religijnej i mitologicznej. Za scenariusze, reżyserię i kostiumy odpowiadali młodsi profesorowie Akademii, aktorami zaś byli studenci. W latach 1665 – 1672 publicznie wystawiono następujące sztuki:

  • O Bożym Narodzeniu (09.01.1667, I. Gryglicki)
  • Lament naszej ojczyzny z powodu śmierci Jana Zamoyskiego, wojewody sandomierskiego (07.06.1667, I. Gryglicki)
  • De Theomiro desperato (30.03.1668, M. Wielkowicz)
  • Tragedia o Janie Chrzcicielu (24.06.1668 r., J. Konopka)
  • O Judycie i Holofernesie (08.07.1668, I. Gryglicki)
  • Pasja (15.04.1669)
  • Dialog o życiu świętych Piotra i Pawła (29.06.1670, A. Krobski)
  • Sąd Parysa (24.06.1671, S. Główczyński)
  • Dialog o Parnasie i Muzach (29.06.1671, L. M. Tainer)
  • Gęsi, które ocaliły Rzym (06.07.1671, J. Abrek)

Teatr pełnił funkcję rozrywkową i edukacyjną dla ogółu mieszkańców Zamościa, nie tylko dla księżnej i jej najbliższego otoczenia, jako że przedstawienia były ogólnodostępne – najczęściej wystawiano je w kolegiacie.

Gryzelda zatrudniała również muzyków, co zmotywowało Bazylego Rudomicza do zorganizowania zespołu muzycznego w Akademii[11]. Oprócz zespołu muzycznego istniał również chór, który uświetnił nabożeństwo odprawione w odrestaurowanej po pożarze kaplicy zamkowej 21 listopada 1670. Rudomicz podaje, że ich roczna pensja wynosiła 1200 złotych.

Akademia Zamojska

Akademia stanowiła oczko w głowie księżnej. Zadbała ona o dokończenie budynku uczelni, którego budowa rozpoczęła się w 1639 r.[12] i zatroszczyła się o księgozbiór, który ostatecznie zgodnie z jej ostatnią wolą został przeniesiony z zamku do Akademii[13], a później skatalogowany. Gdy wskutek zgonów i skandali obyczajowych uszczupliło się grono profesorskie, Gryzelda zatroszczyła się o nową kadrę. W czasie jej rządów szeregi Akademii zasilili m.in: Michał Wielkowicz (logika), Jan Budzyński (analogia), Jan Rożeński (wymowa), Adrian Krobski (analogia), Mikołaj Ludwik Tainer (poezja), Jan Abrek (analogia), Samuel Główczyński (analogia), czy twórca zamojskich kalendarzy Stanisław Niewieski (matematyka). Ustanowili oni trzon naukowy uczelni na następne trzydzieści lat. Gryzelda niechętnie odnosiła się też do ich wyjazdów do innych ośrodków akademickich, jak to miało miejsce w przypadku Adriana Krobskiego, obawiając się być może utraty dobrze zapowiadających się profesorów. Z kolei mieszczanie ormiańscy i absolwenci Akademii, Jan Bartoszowicz i Jan Owanisowicz, zostali wysłani na studia zagraniczne. O ile ostatecznie Bartoszowicz nie zdecydował się na wyjazd, to Owanisowicz odbył staranne studia filozoficzne i prawnicze w Pradze i powrócił do Zamościa już kilka lat po śmierci Wiśniowieckiej.

W latach 1667 – 1672 można zaobserwować wyraźne ożywienie życia naukowego w Zamościu. Wznowiono doroczne dysputy, które niemal zanikły za czasów Jana Sobiepana. Od 1666 r. regularnie przeprowadzano co najmniej jedną rocznie, ale zdarzało się, że ich liczba dochodziła do siedmiu (w 1670 r.).  Dotyczyły one różnych dziedzin. Przeprowadzano promocje bakalarskie, doktorskie i notariackie. Księżna przejawiała troskę o wykłady i zatwierdzała programy nauczania (np. z teologii moralnej i teologii spekulatywnej 18 czerwca 1669 r.).

Wiśniowiecka żywo interesowała się życiem Akademii, zwłaszcza wyborami władz uczelni, na które wywierała czasem bezpośredni wpływ (np. 10 maja 1668 r.). W 1670 r. orzekła o procedurze wyborów rektora, jeśli dana osoba, w tym przypadku Bazyli Rudomicz, sprawowała urząd przez dwie kadencje z rzędu. Akademia zawsze mogła też liczyć na jej wsparcie w odzyskaniu sum należnych z zapisów poczynionych przez dobroczyńców uczelni, ale zaniedbanych przez ich spadkobierców. Wiśniowiecka pisała listy lub rozmawiała z nimi bezpośrednio, służyła też pomocą swoich prawników. Kiedy Michał został obrany królem, księżna załatwiła w kancelarii zatwierdzenie wszystkich dotychczasowych przywilejów uczelni, włącznie z tym, żeby przeszła ona pod opiekę Rzeczypospolitej, o co od śmierci Sobiepana starał się Rudomicz. Wiśniowiecka zyskała sobie tym tak wielką jego wdzięczność, że na zebraniu akademików wprost wymienił Gryzeldę jako wielką dobrodziejkę uczelni.

Akademia była też niejednokrotnie źródłem problemów w mieście. Zdarzało się, że studenci wzniecali tumulty i burdy z innymi mieszkańcami Zamościa. Największe rozruchy miały miejsce w lipcu 1670 r. i w lutym 1671 r. W pierwszym przypadku studenci zaatakowali domy żydowskie, powybijali okna i próbowali je obrabować. Rozochocony tłum próbował powstrzymać Rudomicz, ale do Wiśniowieckiej dotarła informacja, że był raczej przywódcą niż poskromicielem, dostał więc ostrą reprymendę. Uczony się oburzył się na taką krzywdę, ale biorąc pod uwagę jego poglądy (np. wyrażone 5 kwietnia 1670 r.), nie powinien być zdziwiony posądzeniami. Studenci winni zamieszek z wyjątkiem szlachty, wobec której potrzebny był nakaz sądu, zostali aresztowani. Przeprowadzono dochodzenie i na wniosek Gryzeldy z listy studentów skreślono pięć osób, a szósta otrzymała karę chłosty. Na koniec ponoć niewinna Akademia przeprosiła za zaistniałą sytuację. W lutym 1671 r. natomiast w czasie ostatków pijana młodzież z zamku pobiła się ze studentami o treść przedstawienia. Niestety nie wiadomo, jakie to było przedstawienie, ale z pewnością boleśnie dotknęło dworzan księżnej, skoro stanęli do walki z akademikami. Sprawa zakończyła się łagodniej niż poprzedni tumult. Winowajcy przeprosili Rudomicza obiecując wynagrodzić krzywdy pokrzywdzonym według orzeczenia sądu polubownego.

W latach 1665 – 1672 również drukarnia akademicka pracowała pełną parą. Drukowano prace naukowe profesorów, panegiryki, druki okazjonalne, przekład statutu ordynacji czy pisma propagandowe. Sam Rudomicz wydał co najmniej 10 prac, a przecież nie był on jedynym.

Opieka społeczna

Opieka nad najuboższymi w ordynacji istniała od samego jej początku. Księżna szła śladami swoich poprzedników i w miarę swoich możliwości wspierała istniejące instytucje[14]. Na uwagę zasługuje zwłaszcza troska o sieroty, które nie były pozostawiane samymi sobie, ale przydzielano im opiekuna. Z nim podpisywano umowę i otrzymywał ze skarbca zamkowego konkretne kwoty na utrzymanie dziecka, z czego się musiał potem rozliczać[15]. Sam Rudomicz niejednokrotnie skarży się, że przydzielono mu sieroty wbrew jego woli. Pod jego opiekę trafili: Katarzyna Abramowiczówna, córka mieszczan zamojskich (19 grudnia 1670 r.), Łucja i Marianna, córki Kazimierza Foltynowicza, profesora Akademii (26 kwietnia 1670 r.), czy urodzony pan Konarzowski, który dostał też polecenie, aby stać obok swojego opiekuna w kościele (1 listopada 1670 r.). Na utrzymanie każdej z tych osób zamek łożył 100 zł rocznie.

Wojskowość

Zamość był najpotężniejszą twierdzą w kraju i na jej właścicielach spoczywał obowiązek utrzymywania tam załogi. Wiśniowiecka utrzymywała więc stały garnizon wojskowy. Wg opracowania Piotra Flora (dostępnego tu), w 1665 r. było to 37 dragonów domowych z dowódcą wachmistrzem Cetlerem, piechota służała (polsko-węgierska) z dowódcą, kapitanem Flamem, który był również komendantem twierdzy. W skład tego oddziału wchodziło 6 dziesiętników, dobosz, 4 szyposzów (grali na piszczałkach) i 24 pachołków. Kapelmistrzem był Stanisław Fedro, kozakiem nadwornym przeznaczonym do służby kurierskiej był Piotrowski. W lipcu 1665 r. garnizon został wzmocniony o oddział piechoty węgierskiej z Równego w liczbie 80 hajduków pod dowództwem Hryhorygo Sakowicza. W tym czasie sformowana została również chorągiew dragonii (100 porcji) pod dowództwem Jana i Rafała Barów, wzięta jesienią tego roku do niewoli przez Marcina Zamoyskiego, oraz chorągiew lekkiej jazdy pod dowództwem rotmistrza Podhorodeckiego. Ponadto twierdzę wzmocnił również regiment piechoty cudzoziemskiej Andrzeja Potockiego (340 porcji, dowódca kpt. Jan Cetner), jak też regiment dragoński Dymitra Wiśniowieckiego w liczbie 400 dragonów. Łącznie ok. 1000 żołnierzy. Do tego należy dodać jeszcze artylerzystów, którzy zostali pominięci w powyższym spisie. Z  nazwiska znani są Jan Irtaler czy Jan Michał Link, przełożony zamojskiego cekhauzu. Na wyposażeniu twierdzy wg Zbigniewa Stankiewicza (więcej tu) było w czasach Wiśniowieckiej 55 dział: 43 armaty, 8 śmigownic, 2 moździerze, 1 haubica. Wiadomo, że Gryzelda nakazała sprowadzić jedną spiżową armatę 3/4 funta z Jarosławia, jeden spiżowy moździerz z Ostroga i dwie spiżowe armaty 1/2 funta z Hrubieszowa.

Swoich prywatnych wojsk księżna używała przede wszystkim do odpierania ataków ze strony Marcina Zamoyskiego jesienią 1665 r. oraz do walki z zagonami tatarskimi, które zaczęły się zapuszczać w dobra zamojskie w 1666 r i 1667 r., a żołnierzom Wiśniowieckiej udało się nawet odbić jasyr. Księżna zobowiązała się też wystawić pewną ilość wojska[16] na wezwanie pospolitego ruszenia w maju 1669 roku. Oddziały zamojskie stanowiły też zabezpieczenie Michała w sporach z wojskiem koronnym jesienią 1670 r. Dymitr Wiśniowiecki, zorientowawszy się, że żołnierze wybierają się w głąb kraju, wysłał informację do Gryzeldy, żeby była przygotowana na ewentualność obrony twierdzy przed przeciwnikami politycznymi króla[17]. Jak wielką wagę księżna przykładała do swoich prywatnych oddziałów dowodzi fakt, że w swoim testamencie pozostawiła 3000 złotych Hansowi Puszkarzowi. Jego identyfikacja nastręczyła problemów wydawcy testamentu Wiśniowieckiej, ale jest to, jak się wydaje, sam Jan Michał Link, tak zasłużony później dla architektury Zamościa[18].

Z. Hundert przypuszcza również, że księżna utrzymywała pod imieniem syna własną chorągiew kwarcianą Wiśniowieckich.

Życie religijne

Za czasów Wiśniowieckiej przy kościele franciszkanów w Zamościu dobudowano dwie kaplice (ukończone ok. 1671 r.), wyświęcono kościół parafialny (10 VI 1668 r.) i kościół franciszkanów (26 I 1670 r.) w Szczebrzeszynie i kościół w Tomaszowie (17 VI 1668 r.), 14 XII 1669 r. odprawiono uroczystą pierwszą mszę św. u zamojskich klarysek, a w pobliskiej Radecznicy bernardyni rozpoczęli budowę sanktuarium św. Antoniego (czerwiec 1669 r.). Ponadto franciszkanie z Puszczy Solskiej otrzymali potwierdzenie wcześniejszych nadań gruntów i dodatkowo jeszcze Czostkową Górę na rozbudowę swojego konwentu (więcej tu). Na szczodrość księżnej mogli liczyć również janowscy dominikanie, nazywający Gryzeldę swoją dobrodziejką w specjalnie wydanej książeczce z opisem miejscowych cudów. Wiśniowiecka miała swój udział w fundacji zamojskich reformatów, na co wskazuje informacja zawarta w liście Hieronima Żaboklickiego do prowincjała reformatów z czerwca 1669 r., gdzie chorąży bracławski wskazuje na konieczność czekania na Gryzeldę, żeby uzyskać jej zgodę (więcej tu), oraz wzmianka uczyniona w akcie fundacyjnym klasztoru przez Marcina Zamoyskiego (więcej tu) o antecessorach w liczbie mnogiej, którzy zdaniem IV ordynata nie mieli praw do stanowienia o zagospodarowaniu Zamościa. Nie ulega wątpliwości, że byli nimi Gryzelda Wiśniowiecka i Stanisław Koniecpolski. Księżna także aktywnie wspierała też kolegiatę, dbała o bieżące naprawy (np. 26 V 1669 r. podskarbi Wacławowicz pyta o zezwolenie na wypalanie cegieł w cegielni akademickiej potrzebnych do naprawy budynku prepozytury przy Kaplicy Ordynackiej), a w nowo zbudowanej wieży kolegiackiej 30 listopada 1671 r. zawieszono sygnaturkę.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że w latach 1666-1672 w sanktuariach położonych w dobrach księżnej zaczęto odnotowywać zdecydowanie większą liczbę zdarzeń niezwykłych i cudów. Działo się to i w Tomaszowie, i w Radecznicy, i w Krasnobrodzie, ale najbardziej spektakularnym było chyba sanktuarium janowskie. W ciągu pierwszych dwudziestu lat istnienia zanotowano tam około dwudziestu zdarzeń, podczas gdy w latach 1666-1672 ich liczba wynosiła już 33, pojawiło się źródło z cudowną wodą, a wszystko zostało skrzętnie zanotowane przez zapobiegliwych zakonników w 1670 r. (więcej tu). Czy był to efekt jakiejś szerzej zaplanowanej akcji mające na celu zwiększenie liczby pielgrzymów i przy okazji propagującej dobrodziejkę zgromadzenia, czy może skutek konkurowania między sobą poszczególnych miejsc, pozostanie na razie kwestią otwartą. Regularność i schematyczność zjawisk zdaje się wskazywać na działanie celowe obliczone na osiągnięcie jak największej sławy i płynących z tego profitów zarówno dla samych sanktuariów, jak i Wiśniowieckiej. Gdyby w istocie była to zamierzona akcja, to wyjaśniłoby się, dlaczego księżna została nazwana w kazaniu pogrzebowym  i u Niesieckiego dobrodziejką zakonów.

W październiku 1667 r. zamojskie bractwo różańcowe wznowiło uroczyste procesje upamiętniające rocznicę bitwy pod Chocimiem (odbyły się przynajmniej trzy – w 1667, 1668, 1670). Sama Gryzelda ze swej strony podobno obdarowała samo bractwo szatami liturgicznymi i relikwiarzem[19]. Sami mieszczanie mogli też liczyć na doraźną pomoc księżnej przy organizacji uroczystości religijnych. Pod datą 8 czerwca 1670 r. Rudomicz zapisuje, że pożyczył od Wiśniowieckiej obraz Matki Boskiej, aby wykorzystać go do dekoracji ołtarza na Boże Ciało.

Gryzelda prowadziła też aktywną politykę obsadzania kanonii i probostw ordynacji swoimi ludźmi, często profesorami Akademii, i nie wahała się wejść z tego powodu w konflikt z innymi osobami, które również uważały się za kompetentne w tych sprawach. Tak było w 1665 r., kiedy wytypowała na scholastyka Andrzeja Abreka, natomiast Zdzisław Zamoyski zaproponował Mikołaja Zychiniego. Ostatecznie to kandydat księżnej uzyskał scholasterię. Niedługo potem naraziła się też biskupowi chełmskiemu, gdy przedwcześnie obdarowała kanonią Ignacego Gryglickiego, nie pytając o zdanie ordynariusza miejsca. Zresztą biskupi chełmscy byli częstymi gośćmi w Zamościu. Gryzeldę odwiedzali sufragan Mikołaj Świrski, Jan Różycki i Krzysztof Żegocki, który potem wygłosił kazanie na jej egzekwiach. W swojej ostatniej woli Wiśniowiecka zapisała kapitule kolegiaty 100 000 złotych. Był to jedyny legat w jej testamencie przeznaczony na cele kościelne.  Po koronacji Michała ofiarowała do skarbca kolegiaty również albę koronacyjną króla, którą można do dziś podziwiać w Muzeum Sakralnym. Zapewne również za jej sprawą znalazł się tam również cenny relikwiarz należący do jej syna. Księżna jako ostateczna instancja rozstrzygała również spory pomiędzy unitami i dyzunitami dotyczące kwestii sprawowania sakramentów (np. w grudniu 1671 r.).

Alba koronacyjna Michała Korybuta Wiśniowieckiego, Muzeum Sakralne Katedry Zamojskiej / domena publiczna
Sądownictwo

Za czasów Jana Sobiepana Trybunał Zamojski obradował sporadycznie, a Sąd Komisarski Zamku Zamojskiego w zasadzie zawiesił swoją działalność, działały za to sądy miejskie i sądy wójtowskie. Wiśniowiecka, być może za namową sędziego ziemskiego lubelskiego Jerzego Szornela, zwiększyła częstotliwość sesji sądu zamkowego, a w jego skład powołała kompetentne osoby, które znały się na swojej pracy. Obradował on regularnie od 1665 r. Trybunał Zamojski zaś, ordynacki sąd apelacyjny, obradował przynajmniej raz do roku, zależnie od dyspozycyjności Jerzego Szornela, głównego sędziego. Przewidziane statutem spotkania co kwartał odbyły się tylko w 1671 r. Rozpatrywane sprawy miały bardzo różnorodny charakter, od sporów majątkowych po zabójstwa. Sprawy prowadzono rzetelnie, do prowadzenia rozpraw wyznaczano kompetentne osoby z doświadczeniem na podobnym stanowisku i dobrą znajomością prawa. Za swoją pracę otrzymywały one stosowne wynagrodzenie. Księżna zalecała, aby sędziowie nie orzekali kary śmierci, którą wymierzano jedynie w przypadkach nie dających się zakwalifikować inaczej. Unikano też wymierzania kary bez próby pojednania stron drogą negocjacji.

Polityka

Wiśniowiecka przyjmowała w Zamościu wielu magnatów, zarówno tych z nią spokrewnionych, jak i tych z przeciwnego obozu. Pojawiały się tu również, zwłaszcza po tym, jak została matką królewską, różne poselstwa czy to kozackie, czy tatarskie. Od jednego z posłów chana Gryzelda dostała w podarunku frameam[20] – osobliwy dar jak dla kobiety, szczególnie dla takiej, która nie miała jeszcze wtedy żadnego znaczenia politycznego. Częstymi gośćmi księżnej były też osoby związane z hetmanami kozackimi. W 1666 r. były to siostry Wyhowskie, które poprosiły ją o wsparcie. Niestety Gryzelda była zmuszona im odmówić, bo sama nie wiedziała, jaki będzie jej los. Kilka lat później w Zamościu gościł Paweł Chanenko, którego po dość długim pobycie[21] Wiśniowiecka wyprawiła w styczniu 1672 r. do ojca porządnie go przedtem opatrzywszy[22]. Po wyborze Michała na króla księżna poszerzyła swój krąg korespondencyjny o najważniejsze osoby ówczesnej Europy. Otrzymywała listy od papieża, króla Francji czy cesarzowej austriackiej i nie omieszkała ich wykorzystać w podbudowywaniu swojego autorytetu i prestiżu.

Podsumowanie

Wiśniowiecka okazała się być sprawną administratorką przejętych dóbr, zainteresowaną wszelkimi aspektami ich funkcjonowania i dbającą o ich wszechstronny rozwój. Prywatne wojska zapewniały bezpieczeństwo, sądy elementarną sprawiedliwość, w ordynacji kwitło życie naukowe, kulturalne i religijne. I to wszystko pod okiem tych samych ludzi, na których tak psioczyła w swoich listach Maria Kazimiera, że przywodzą jej męża do najgorszych rzeczy. Nawet sceptyczny z początku rektor Rudomicz w końcu przekonał się, że Gryzelda jest patronką godną zaufania i zatroskaną o dobro Akademii, mimo że jest kobietą. Księżna umiejętną polityką personalną potrafiła zjednać sobie sprzymierzeńców, starannie dobierała sobie również doradców, opierając się na ich umiejętnościach i doświadczeniu, a nie na pochlebstwach i stereotypach. Stąd jej troska i równe traktowanie wszystkich obywateli ordynacji, włącznie z Żydami, którzy ze względów religijnych i finansowych nie mogli liczyć na życzliwość zamojskich mieszczan. Księżna w zarządzaniu kierowała się chłodną kalkulacją, a nie emocjami, co wywoływało poczucie stabilizacji u mieszkańców. Była dokładnie takim administratorem ordynacji, jakim powinien był być jej brat. Zwięźle podsumował to jeden z panegirystów Michała: Mater tibi contigit generosissimi animi, gravitate morum, prudentia, peritia regendi adeo supra sexum suum eminens ut multis etiam viris palmam praeripiat.[23] [Masz szczęście mieć matkę najszlachetniejszego ducha, przewyższającą swoją płeć powagą obyczajów, roztropnością, doświadczeniem w rządzeniu do tego stopnia, że odebrała palmę pierwszeństwa wielu mężczyznom. – tłum. J.B.]

[1] Rudomicz B., Efemeros…, t. 2, s. 16, 17.

[2] Ibidem, s. 16.

[3] Ibidem, s. 94 – 95 pod datą 25 maja 1666 r.

[4] Ibidem, s. 72, pod datą 06.03.1668.

[5] Podobną suplikę wystosowano do Katarzyny Zamoyskiej AGAD AZ 991 s. 1, skan 3. Chociaż nie wiadomo, dlaczego uznano, że to akurat Katarzyna jest adresatką, bo dokument zaadresowany jest jedynie „Jaśnie Oświecona Księżno” bez urzędu i nie ma daty, więc równie dobrze mógł być skierowany do Gryzeldy.

[6] Rudomicz, Efemeros…, s. 191, pod datą 31.08.1668.

[7] Korespondencja z M. A. Wacławowiczem AGAD AZ 1019.

[8] Np. AGAD AZ 2750, s.135, skan 114.

[9] APL Sąd Komisarski Zamku Zamoyskiego 1, s. 130, skan 70.

[10] Np. AGAD AZ 1008, s.1, skan 3.

[11] Pod datą 10 lutego 1669.

[12] Kochanowski J.K., Dzieje Akademii Zamojskiej, s. 127.

[13] Zarówno Wadowski, jak i za nim Kochanowski twierdzą, że księgozbiór zamkowy nigdy nie trafił do Akademii, gdyż jakoby Stanisław Koniecpolski zażyczył go sobie przy zdawaniu ordynacji. Przeczy temu zachowana dokumentacja (AGAD AZ 2379). Biorąc pod uwagę, że Koniecpolski bardzo dbał o realizację postanowień testamentu Gryzeldy, przyjąć należy, że nie zaniechał i tego, czego dowodzi zapis w księgach kwestorskich Akademii dokonany pod datą 17 maja 1674 r. ręką Adriana Krobskiego, a dotyczący opłaty za transport ksiąg z zamku do Akademii w: https://polona.pl/item/regestrum-quaestorale-academiae-zamoscensis,NTYzMDc4MTk/76/#info:metadata dostęp: 01.04.2023. Co ciekawe, przewozu ksiąg dokonano zaledwie na miesiąc przed wjazdem do Zamościa nowego ordynata.

[14] Szczegółowo opracował to Wiesław Partyka w swojej pracy pt. Opieka społeczna w Ordynacji Zamojskiej w XVII-XVIII w., Lublin 2008.

[15] Np. AGAD AZ 2748 s. 91, skan nr 80.

[16] Por. AGAD AZ 1000, s. 1, skan 3.

[17] List Dymitra Wiśniowieckiego do Michała, BK 380, s. 227-228. Dymitr bynajmniej nie doradza królowi, żeby Gryzelda opuściła Zamość, jak podaje I. Czamańska (Wiśniowieccy. Monografia rodu. Poznań 2007, s. 269).

[18] Innym Hansem Puszkarzem jest Johann Irtaler, podwładny Linka (por. AGAD AZ 2595, s. 64, skan 36).

[19] W: https://www.zamosciopedia.pl/index.php/bj-br/item/6009-bractwo-rozancowe dostęp: 27.07.2022

[20] Rudomicz, s. 168 dn. 29.12.1667 r. Framea to rodzaj włóczni, choć w swoim pamiętniku Rudomicz używa tego słowa na określenie właśnie szabli. W każdym razie dość zaskakujący prezent dla zwykłej magnatki niemającej żadnego wpływu na politykę. Może poseł miał na względzie fakt, że była wdową po „Małym Diable”, który tak dał się we znaki Tatarom, ale wg Pawła z Aleppo był przez nich szanowany.

[21] Rudomicz notuje, że ostatniego lutego 1671 r. obdarował go swoim panegirykiem Victoria S. Michaelis Archangeli.

[22] Pisma do wieku i spraw Jana Sobieskiego, t. 1, cz. 2, wyd. F. K. Kulczycki, Kraków 1881, s. 755.

[23] Joachim Pastorius, Diadema gloriae…, Kraków 1669, w: https://polona.pl/item/diadema-gloriae-felicibvs-avspiciis-michaelis-regis-poloniae-favente,MTAzMDY3NjU2/4/#info:metadata dostęp: 28.07.2022.