Młodość Michała.

Między bajki włożyć można opowieści o tym, że Michał był bezwolną marionetką w rękach matki i zaczął się emancypować dopiero, gdy przeniósł się do Warszawy. Przede wszystkim należy zauważyć, że przez sporą część życia kontaktował się z nią jedynie listownie i przez zaufanych ludzi. Od jedenastego roku życia przecież przebywał na dworze królewicza Karola, a potem zagranicą i na dworze królewskim, z dala od matki. Siłą rzeczy więc jej wpływ był ograniczony. Gdy już się zjawił w Zamościu po zakończeniu nauk, to okazał się być poplecznikiem królowej, a nawet szpiegował dla niej własnego wuja, który przecież łożył na jego utrzymanie. O kradzieży listów Zamoyskiego do Lubomirskiego dokonanej przez Michała i odesłaniu ich do Warszawy było głośno w Zamościu na tyle, że odnotował to Rudomicz w swoim diariuszu[1]. Książę posłuchał co prawda matki w kwestii dalszej służby w Austrii, ale nie wiadomo, czy nie miało związku z innymi mało przyjemnymi doświadczeniami i jej sugestia tylko go utwierdziła w decyzji[2]. Michał nie zgadzał się również z nią w kwestii ordynacji zamojskiej, w żaden sposób nie uczestniczył w działaniach związanych z jej przejęciem i zrzekł się swoich praw do niej, gdy tylko Gryzelda umarła, mimo próśb zawartych w testamencie księżnej.

Kampania wyborcza.

Wiosną 1668 r. Gryzelda wybrała się na trzy miesiące do Warszawy, formalnie w sprawie ordynacji i uzyskania odszkodowania za utracone wskutek rozejmu w Andruszowie ziemie na Zadnieprzu. W tym samym czasie wynikła kwestia abdykacji Jana Kazimierza i zaczęto spekulować na temat różnych kandydatów do tronu. W związku z tym pojawia się cały szereg pytań. Jak to się stało, że Olszowski zaczął już w sierpniu napomykać o Piaście na tronie? Co lub kto skłonił Michała do kandydowania na tron wbrew stronnictwu profrancuskiemu? Na ile listy księżnej w sprawie ordynacji wpłynęły na wynik elekcji? Kto dostrzegł drzemiący w nich potencjał? Jakie były związki księżnej z Janem Odrowążem Pieniążkiem, odpowiedzialnym za utrącenie przekupstwa senatorów na sejmie konwokacyjnym i czy ma z tym związek nadanie poczynione na jego rzecz w marcu 1669 r. [ASKZZ] przez Wiśniowiecką? Skąd na zamku zamojskim niemal natychmiast po elekcji pojawiły się plotki o ślubie Michała z córką cara? Dlaczego ambasador Habsburgów pozostawał w zażyłych kontaktach z Wiśniowiecką na kilka miesięcy przed elekcją, skoro formalnie była ona jedną z wielu magnatek, nic nie wnoszącą do wzmocnienia interesów Austrii w Rzeczypospolitej? Wszystkie te „zbiegi okoliczności” zdają się wskazywać, że była prowadzona kampania na rzecz Michała i jego wybór nie był ani przypadkiem, ani żadnym cudem, jak się to często przedstawia.

Matka królewska.

Najwyraźniej jednak mimo wszystko młody książę nie sądził, że zamiar zdobycia dla niego korony się powiedzie, bo szok i niedowierzanie w dniu elekcji są wystarczającym tego dowodem. (Nie mogło to być zaskoczenie, skoro niecały rok wcześniej pozwalał sobie na konferencje z Olszowskim jako kandydat na króla)[3]. Jednak jeszcze w dniu wyboru odwiedził matkę i poprosił o błogosławieństwo. Zachował się piękny opis tego, jak Gryzelda zareagowała na wieść o decyzji zgromadzonej na polu elekcyjnym szlachty i o późniejszym spotkaniu z synem, sporządzony przez Jana Janickiego, a potem wydany potem drukiem:

 Zastała pierwsza nowina księżnę jejmość matkę na nieszpornym u ojców reformatów nabożeństwie, przyniesiona przez jegomości księdza Stanisława Lipskiego, regenta kancelarii koronnej. Zastanowiła się nieco zrazu na nagłą i niespodziewaną wiadomość, a potem temuż powtórnie zapewne [bez wątpienia] twierdzącemu, za podjętą fatygę [z] zwykłą podziękowawszy modestią, żadnej na umyśle dobrze oboją fortuną wypróbowanym nie pokazując odmiany w tejże twarzy skromności, tak, jako w rękach otwarte książki trzymała, do przeszkodzonych powróciła modlitew, taką je przed Bogiem w Przenajświętszym Sakramencie zakrytym zaczynając protestacją „Fiat voluntas Tua”, którą ja tym jednym aktem nieśmiertelnym równą heroinom w kościele zostawując, sam w pole do koła powracam.(…)

[Michał po elekcji] najpierwszą księżnej jejmości matce oddawał wizytę. Tam dopiero nowa nowych rzeczy a różnych konkurencja serca i oczy ludzkie niespodzianym pociągnęła widokiem. Widzieć było ponurzoną w sobie i język stupore interno krępującą zadumiałość, słyszeć płynące z serdecznej wesela obfitości w powinszowanie słowa, widzieć wyciśnione tymże weselem łzy i zmieszane z niejaką w nagłym razie umysłów ciężkością pociechy, widzieć osobliwsze certamen stąd macierzyńskiej i miłości, i powagi, a już niejako w poddańską skłaniającej się submisją, stamtąd nowej pańskiego majestatu wyniosłości, a jeszcze synowskiego nie zapominającej afektu. Ta już jako pana witać z macierzyńskim usiłuje powinszowanie[m], ten nie pozwala w synowskiej uprzedzać się powinności. Jakoż w tak pobożnym sporu rzadkiego zapędzie synowski triumfował afekt i skłoniony pan inter obortas utrinque lachrymas rodzicielskie odebrawszy błogosławieństwo na krótki czas nazad do zamku powrócił.

Księżna ze swej strony zabiegała o poparcie syna u różnych osób (była na tyle zajęta, że swojemu podskarbiemu odpisała dopiero 7 sierpnia, najwyraźniej więc i finansowo nie było tak źle, jak to się czasem podaje) i okazywała mu szacunek jako władcy, dając przykład innym, czym oburzyła np. Marcina Poczobuta – Odlanickiego. Wyraziła też wolę negocjacji z Zamoyskimi, żeby zakończyć sprawę ordynacji. Z pewnością bowiem była świadoma, że ta kwestia posłuży do rozgrywek przeciwko Michałowi, a siłą rzeczy nie będzie on w stanie wydać wyroku, który nie naraziłby go na krytykę, bo albo dostanie się mu za sprzyjanie matce, albo, w przypadku przyznania ordynacji Zamoyskim, za brak szacunku wobec niej. Do grudnia 1669 r. Gryzelda intensywnie uczestniczyła w życiu politycznym, nie próbowała jednak rządzić zakulisowo, tylko starała się umocnić stronnictwo królewskie mediacjami zarówno wśród członków samego stronnictwa, jak i malkontentów. Po sejmie koronacyjnym wróciła bezpośrednio do Zamościa[4]

Wiśniowiecka nie uczestniczyła również w zaślubinach syna w lutym 1670 r.  na Jasnej Górze, co można wytłumaczyć odległością. Podróż z Zamościa w warunkach zimowych trwałaby zapewne około dwóch tygodni[5] i dla osoby nie pierwszej już przecież młodości, cierpiącej na artretyzm[6] mogła być dość ryzykowna również ze względów zdrowotnych. Nie bez znaczenia zapewne była również data ślubu, która pokrywała się z jej własną rocznicą, co mogło być ciężkie do udźwignięcia emocjonalnie. Powód musiał być oczywisty dla współczesnych, bowiem skrupulatny Rudomicz przekazuje informacje na temat królewskiej narzeczonej, jakie uzyskał od księżnej, natomiast nie dziwi się w żaden sposób, że jego patronka do Częstochowy nie wyjechała. Wiśniowiecka nie ruszała się z Zamościa aż do września 1670 r., kiedy została zaproszona na koronację królowej, ale nie zaprzestała pracy na rzecz Michała – prowadziła obszerną korespondencję, przyjmowała magnatów zarówno ze stronnictwa królewskiego, jak i przedstawicieli malkontentów oraz posłów zagranicznych i kozackich. Była jedyną osobą, która wspierała króla bezwzględnie i bezdyskusyjnie[7]. W stolicy bywała rzadko i tylko na zaproszenie, prawdopodobnie żeby uniknąć oskarżeń o mieszanie się do polityki czy o wywieranie nacisku w sprawie ordynacji. Po koronacji Eleonory Gryzelda pojechała tam dopiero na ślub Dymitra z Teofilą Ostrogską – Zasławską w połowie maja 1671 r., na który zresztą nie dotarła, gdyż odbył się prędzej, na początku miesiąca. Do miasta wjechała jednak z wielkimi honorami i została kilka tygodni, aby hucznie świętować urodziny pary królewskiej przypadające 31 maja. Do Zamościa powróciła 15 czerwca.

Ostatnie spotkanie.

Para królewska odwiedziła księżnę w Zamościu tylko raz we wrześniu 1671 r. przy okazji objazdu kraju i bawiła tam około tygodnia. Był to ostatni raz, kiedy Michał zobaczył się z matką przed jej śmiercią w roku następnym. Wspaniałe egzekwie wyprawione 10 czerwca 1672 r. świadczyć mogą o tym jednak, że jednak mimo rozbieżności w poglądach, łączyły ich ciepłe i serdeczne więzy. Król grubą obleczony żałobą zatrudnił[8] najlepszego architekta tamtych czasów, Tylmana z Gameren, żeby zbudował dla księżnej wspaniałe castrum doloris, co było rzeczą niezwykłą, bo kobiety rzadko spotykał taki zaszczyt, i poświęcił połowę dnia sejmowego, żeby, korzystając ze zjazdu znamienitych osobistości, oddać jej ostatnią posługę. O tym, jak bardzo chronił go parasol mediacji i autorytetu matki, Michał przekonał się aż nazbyt szybko. Nie minął nawet miesiąc od jej egzekwii, gdy do do Warszawy zjechali prominentni malkontenci i zażądali od niego abdykacji, a stronnictwo prokrólewskie niemal się wtedy rozpadło w wyniku wewnętrznych sporów. Nawet Dymitr Wiśniowiecki, który zwykle wspierał króla, teraz nagle przypomniał sobie o niezakończonych rozliczeniach z opieki sprzed dwudziestu lat. Wszystko zmierzało wielkimi krokami ku wojnie domowej, której zapobiegł zimny prysznic zafundowany Rzeczypospolitej przez Turków.

Jedynym miejscem, gdzie Michał wypowiada się o matce, jest jego testament, gdzie określił ją jako zacną. Jedyne świadectwa o nieporozumieniach pomiędzy księżną a jej synem pochodzą od Sobieskiego i są mocno niepewne. Prawdopodobnie padł on ofiarą gry dworskiej, która miała go skłonić do przejścia do obozu króla albo przynajmniej zneutralizować. Niewykluczone, że sam też świadomie kłamie, żeby się wybielić w oczach przyjaciół i rodziny, jako że jego postawa wobec króla i jego matki była wybitnie naganna.

Gryzelda była matką mądrą, zdecydowanie wyprzedzającą swoje czasy. Zapewniła Michałowi najlepsze wychowanie, na jakie mogła sobie pozwolić, dawała przestrzeń do rozwoju, nie próbowała naginać go do własnych poglądów, pozwalała mu postępować według własnego osądu, nie miała potrzeby sprawowania nieustannej kontroli i nie wymagała tak popularnego w tamtym czasie posłuszeństwa rodzicom. Pozostała przy tym matką wspierającą, zawsze i bez względu na okoliczności, czuwającą choćby z daleka nad dobrostanem syna. Nie wtrącała się do jego małżeństwa i nie podważała jego decyzji. Tym samym pozostaje ona w jawnej opozycji do wzorca forsowanego w tamtym czasie, którego przedstawicielką jest choćby owładnięta legendą dziadka Żółkiewskiego Teofila Sobieska, która obsesyjnie kontrolowała wszystkie swoje dzieci, nie dbała o ich szczęście, ale o przeprowadzenie własnej woli.

[1] Rudomicz B., Efemeros…, t. 1, s. 369.

[2] Ibidem, t. 2, s. 99.

[3] Ibidem, t. 2, s. 207.

[4] Księżna wyruszyła z Krakowa 4 grudnia 1669 r. Korzon podaje, że pojechała z synem do Częstochowy, gdzie miała przebywać do 11-ego, ale to fizycznie niemożliwe, żeby w 6 dni wróciła z Częstochowy do Zamościa, w którym pojawiła się 17 grudnia o zmroku [Rudomicz, t. 2, s. 274] – musiałaby pokonywać 60 km dziennie. Poza tym Baliński, na którego Korzon się powołuje, ani słowem nie wspomina o księżnej.

[5] Podróż z Zamościa do Częstochowy zajęła Tomaszowi Zamoyskiemu 8 dni, ale podróżował w kwietniu (1635 r.) i być może konno [Żurkowski, s. 155].

[6] Rudomicz, Efemeros…., t. 2, s. 252.

[7] Matyasik J., Obóz polityczny króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, Warszawa 2011, s. 44.

[8] Możliwe również, że Tylmanowi płacił jego patron, Stanisław Herakliusz Lubomirski, którego Gryzelda była przecież ciotką.