Mowa Katarzyny Zamoyskiej do opiekunów majątku
W Archiwum Narodowym w Krakowie w Zbiorach Zygmunta Glogera znajduje się pewien niezwykle ciekawy dokument[1] rzucający nowe światło na to, co działo się w dobrach zamojskich po śmierci Tomasza Zamoyskiego. Dotąd zwykło się uważać, że władzę nad ordynacją Katarzyna Zamoyska przejęła nielegalnie. Niektórzy historycy nie wahają się użyć tak mocnych słów jak „przywłaszczyła sobie”[2], zapominając, że mimo całej swojej potęgi Zamoyscy, a zwłaszcza Katarzyna jako kobieta, nie funkcjonowała ponad porządkiem prawnym kraju. Działanie takie zaś musiałoby wywołać protesty choćby ze strony opiekunów wyznaczonych przez kanclerza. Byli nimi: Stanisław Koniecpolski, kasztelan krakowski i hetman wielki koronny, biskupi Jakub Zadzik i Maciej Łubieński, wojewoda bełski Jakub Sobieski oraz kanclerz wielki litewski Albrycht Stanisław Radziwiłł. Ich sprzeciw nie mógłby zostać zlekceważony, a już na pewno nie przez kobietę.
Objęcie majątków
Jak zatem doszło do tego, że Katarzyna Zamoyska objęła zarząd nad majątkami syna? Takie było życzenie zmarłego Tomasza, który w swoim testamencie wyraźnie napisał:
Nim przystąpię do dyspozycyjej domu mego, iż tych rzeczy fata {losy} na wierze, życzliwości i miłości egzekutorów dependent {zależą}, nie wątpię w tym, że nikomu nie będzie w podziwieniu, że lubo białogłowę, małżonkę moję namilszą, przednią {pierwszą} opiekunkę domostwa i domowi memu naznaczyłem (…)[3]
Jako, że był człowiekiem przewidującym, zwrócił się do opiekunów, żeby nie wtrącali się i przeszkadzali wdowie, mieli tylko sprawować nadzór nad rachunkami. Zamoyski bezwzględnie zakazał im przejmować jakiekolwiek majątki pod swoją kuratelę. Dla pewności i lepszego zrozumienia zapisał to w dwóch miejscach testamentu[4]. Żeby uczynić zadość statutom ordynacji, do sprawy zaangażowano również króla.
Do zjazdu opiekunów doszło po pogrzebie kanclerza[5], na którym w obecności komisarza królewskiego ustalono zasady sprawowania zarządu nad majątkami małoletnich Zamoyskich do czasu osiągnięcia pełnoletności przez Jana II[6]. Kanclerzyna miała samodzielnie zarządzać całością dóbr, a dwa razy w roku, na świętego Jana i prawdopodobnie na Trzech Króli, opiekunowie przeprowadzali kontrolę finansową. Oficjalnie wszyscy przystali na takie rozwiązanie i potwierdzili swoją zgodę podpisaniem stosownych dokumentów. Jednak, jak często, gdy w grę wchodzą ogromne pieniądze, znalazł się ktoś, kto się rozmyślił, i podjął ryzyko pozbawienia wdowy pełnionej funkcji. Był to wojewoda bełski Jakub Sobieski. Skuszony wizją łatwego zarobku, a jednocześnie skrępowany wcześniejszą zgodą, próbował zdyskredytować Zamoyską, żeby doszło do jej kompromitacji jako administratorki i zszargania jej nieskazitelnej opinii paskudnymi plotkami. Nie wiadomo, czego dokładnie dotyczyły, ale dokument wskazuje, że chodziło prawdopodobnie o powtórne wyjście za mąż po okresie żałoby[7]. Byłoby to tym gorsze, że Tomasz Zamoyski w swoim testamencie wyraża oczekiwanie, iż jego żona, wzorem matki i siostry, pozostanie wdową[8]. Wejście w ponowny związek postawiłoby kanclerzynę w bardzo złym świetle, podważało jej wcześniejsze deklaracje lojalności wobec męża i byłoby brakiem szacunku dla jego ostatniej woli.
Informacja o rozsiewanych plotkach dotarła do Katarzyny wywołując w niej słuszny gniew. Dowiedziawszy się, że na skutek tych pomówień opiekunowie rozważali cofnięcie swoich zgód na dalsze sprawowanie przez nią opieki nad majątkiem i dziećmi, kanclerzyna zdecydowała się przeciwstawić zakusom na jej pozycję. Zadanie jednak było bardzo trudne, bo miała naprzeciw siebie najlepszego mówcę w kraju, człowieka wszechstronnie wykształconego i obytego w potyczkach sądowych. Nie odstraszyło to Zamoyskiej. Przygotowała przemowę, w której z pasją dowodzi, dlaczego to właśnie ona powinna pozostać przy sprawowanej funkcji i bezlitośnie punktuje błędy wojewody bełskiego.
Treść dokumentu
Dokument obejmuje cztery karty, które z pewnością nie zostały zapisane własnoręcznie przez Katarzynę Zamoyską. Pisownia została uwspółcześniona, w nawiasach {} dodane zostały wyjaśnienia wyrażeń staropolskich i tłumaczenia zwrotów łacińskich, w nawiasach () rozszerzenia skrótów.
ANK ZZG 445
[s. 361] Punkta, które do uwagi podaję Ich MM P.P. Opiekunom, prosząc Ich Mciów MM Państwa, aby mi nie dopuścili krzywdy czynić, których JeMść {Tomasz Zamoyski} mój dlatego mnie i dzieciom w osieroceniu naszym przydał, bo kiedy się mnie oczywiście {jawnie} krzywda dzieje, i przeciwko woli wyraźnej fundatora ordynacji {Jana Zamoyskiego}, bowiem na fundamencie woli jego ostatnią wolą męża mego przez testament łamać usiłują, nie mając żadnej okazji do mnie, a jakoż się ma substancja dzieci moich utrzymać bez wielkiej krzywdy.
Naprzód uniżenie o to proszę, abym konserwowana była przy testamencie i ostatniej woli męża mego, który mnie naznacza i chce mieć pierwszą opiekunką dzieci moich, zważywszy (sam będąc ojcem) miłość wrodzoną rodzicielską, bo widzimy wiele mając przykładów, jako sieroty szkody przez te opieki miewają, a niedaleko chodząc, ordynacja Myszkowskich, która dotąd nie może powstać. Że żadnego nie ma JM P. wojewoda {Jakub Sobieski} fundamentu i okazji do mnie {aby} odbierać mi dzierżawę {władzę} dóbr, których mnie mój mąż naznaczył dzierżawczyną {zarządczynią}, tom nic nie egzorbitowała {nie wykroczyła poza prawo}, jakom już dowodem pokazała w rachunkach. I owszem, wszyscy domowi i poddani, i świat niemal cały da mi testimonium {świadectwo} mojej życzliwości i afektu tak przeciwko dzieciom moim, jako też i całemu domowi.
Kiedy wszystką aplikacją i staraniem usiłowałam utrzymać krwawą pracę męża mego, przy tak złych latach konserwując ubogich poddanych, co sami przyznawają, ani mówią, aby mieli być ode mnie ukrzywdzeni.
Także wszelkie ciężary ułatwiłam, skąd tylko mogąc mieć jaki dochód, nie rozdzielając intrat moich pod dożywocie podpadających ani zapracowanych za JeMci {Tomasza Zamoyskiego} jakiego grosza. I owszem, wszytką siłą starałam się o to, aby jako najprędzej wypłacić ciężary, póki dzieci małe. Żeby zaś zebrać jaką sumkę w nagrodę straconych przez Tarnopol, jakie od wojsk przechodzących zabiegałam, kontentowałam jako mając, żeby mieli ochronę poddani, co sami przyznają jako domowi, tak i poddani to mi za to dziękowali z wielką miłością.
Daję i to do konsyderacji WMM Państwa, że mój mąż uważając każda okazja rozdzielona bywa spustoszona, dlatego chciał, aby w rękach jednych była substancja i dlatego dyspozycje w skarbie ręką swoją podpisaną zostawił, mnie także drugie takie dawszy z podpisem.
Toć gdyby był chciał mnie wydzielić albo życzył tego, to by to był sam przez testament uczynił, ale, i owszem, tak wiele razy mnie wspominając stwierdził {zatwierdził} i obwarował przydając mi sług do tym łatwiejszego rządzenia.
Że ufał miłości mojej i statkowi widząc zawsze afekt mój stateczny przeciwko domowi swemu, którego i ja, będąc wdzięczna, wzajemnym zapędem certować usiłowałam i pokazać całemu światu umyśliłam, jako dom ten i dzieci kocham, i do śmierci statecznie dotrzymywać umyśliłam i dlatego mój mąż sporządziwszy wszystek rząd i postanowiwszy ordynował, aby wszystko do jednej skrzynki szło, abym tym łatwiej dysponować i jego woli dosyć czynić mogła. [s. 362] O co wszystkimi siłami starałam się przez te czasy, dzieci jako najlepiej konserwować i te substancje utrzymywać.
Co także Ich MM P.P. Opiekunowie zjechawszy się na pogrzeb i komisarz JKM. P MM {króla} dóbr postanowili, fundując się na woli fundatora i męża mego, jako pierwszego ordynata po nim, ustanowiwszy mię dzierżawczyną, także i drugim zajazdem na rachunki na św. Jan według ordynacji, co aktu Ich MM aprobuje skrypt.
Te tedy wyraziwszy racje uniżenie WMM Państwa proszę, abyście mnie zachowali przy prawie ordynackim i woli męża mego powagą samych WMM Państwa po dwakroć utwierdzonej.
Wszak-em się ja we wszystkim dokładała JM. P. wojewody i nic przez {bez} niego nie czyniłam, bo na każdej karcie jest wyraźny JM podpis, dokładałam się jak ustnie, tak i przez listy we wszystkich okkurrentiach {sprawach} z JeMcią Panem i dlategom ja z Jego Mcią moim Mci Panem chcąc żyć w pokoju jako najlepszym, dissimulowałam {milczałam} w swoich prywatnych pretensjach i krzywdach, które tu wyrażam.
To jest, że na dzierżawach Ich MM Panien wojewodzianek jest moich dzieci na trzykroć sto tysięcy i spólnie należąc do tej sumy, z której JeMM P. zażywa profitu, a ja przecie, będąc panią dożywotnią nad wszytkim, należałam także do niej, z której cale {wcale} żadnej mam konsolacji, tylko żem była posesorką ordynacji, milczałam.
Teraz jednak tego trudno ustępować, bo by wielką moje dzieci krzywdę mieli. Także JMść MM P. oddzielił sobie intratę za wiadomością WMM Państwa z dóbr ordynackich, żeby nie było dyferencji, ani przeszkody w rządach, kiedy komu w czym nie wygodzi i dla konfuzji w intratach, która teraz musi być i już jest dla tych zawziętości; bo nikomu się śmiele nie może rzec nic. Bunty są, iżem ja prawdę niektórym mówiła i broniłam szkody, tom się nadprzykrzyła, że mnie fałszywymi plotkami zwadzili, co swego czasu pokaże się.
Dług, który mają dzieci moje na dobrach Ich MM P.P. wojewodzianek dwanaście tysięcy, jako karta opiewa, które mój maż nieboszczykowi św. pamięci JeM.P. wojewodzie podlaskiemu w Lublinie dał na sprawę z JeMcią. Więc że JeM P. wojewoda opiekunem bywszy, tak Ich Mciów P.P wojewodzianek, jak i moich dzieci, i posesorem dóbr tych zostając, mógłby mi ich oddać, żebym ich łożyła na jaki splendor im do porządku albo długu zniesienia, żeby prowizja nie rosła, coby JeMci nie zginęło na dobrach.
Więc i ta nie mniejsza racja była utrzymania mnie na dobrach ordynackich, że są w testamencie położone sumy na dobrach odkupionych i cesje otrzymane na JMci, które na młodszych ordynował 400 000 toż to i mnie należą do zażywania, kiedy mi ordynacje odbierają, żebym z nich dzieciom przyczyniła substancji.
Także i to nie mniejsza racja, że ja matką bywszy, córkę będę miała przy sobie, bo bym jej pewnie {z pewnością} nikomu nie dała, mając nadzieję, że sama [s. 363] dosyć uczynię ćwiczeniu, która ma zapisany posag w testamencie od ojca ufundowany na ordynacji, od którego należy jej prowizja na ochędóstwo, i jeżeli by się jej okoiło {sic} co na klejnociki, póki mała od trzech kroć sto tysięcy i jeszcze i tę daję rację do konsyderacji WMM Państwa, że ja za konsensem WM Państwa idąc, gdy się królowa Jey Mść P. M.M. u dóbr odezwała do zgromadzonych WMM Państwa na pokwit {pokwitowanie} z pretensją swoich sta tysięcy, z ordynackich dóbr, żem zjechała do Wysocka i zgodziłam się na półtora kroć sto tysięcy i bez naddatku. Iże nie było tak wielkiej sumy dla innych expens, dałam część, a sto tysięcy prosiłam o poczekanie z prowizją do roku, a to dlatego żeby nie irritować dla kwitu {żeby nie drażnić brakiem spłaty}, w której to sumie, że mi Tarnopol wzięto, kompensując; a tamta suma była dzieci młodszych, która pod moje dożywocie podpadała. Więc mi powinno z ordynackich dóbr tę sumę oddać.
Bo jeżeli się to nie zdało JeMci P. wojewodzie MM P, co mi teraz tak często wymawia, to było w prawo wkroczyć, żeby się była K.J.M. nie urażała i przez prawo by się było uspokoiło, wszak-em się tak wiele razy JeMM Pana dokładała.
Także reformacja moja na kluczu zamechskim, turobińskim i Zwierzyńcu, z których szła intrata na majdany, to kiedy się oderwie (bo skądże bym dochód miała) to majdany ustawać muszą, a stamtąd podpora intraty upadnie.
Także moje łożone sumy, na którem fantowała moją pod dożywocie podpadającą majętność i na prowizję zaciągałam, żeby tylo ułatwić prędzej koszty kwitować. Jeżelim ja to powinnam tracić nie mając konsolacji, a nie wystarczała suma intratna tak nagłym ekspensom, a to w nadziei posesji dóbr ordynackich żebym intraty nie rozdzielała.
Także to zboże, które było zachowane po folwarkach należało mi ann(us) gratia {sic}, a jam to wszystko łożyła częścią dla konserwacji ludzi ubogich, że się im i taniej dawało, i od wielu odebrać nie mogło dla ubóstwa, a to wszystko w nadziei dalszej konsolacji przez dzierżawę dóbr.
Także wszystkie moje nakłady zwierzynieckiej mojej intraty łożone na kamień do fortecy i na staw nieliski, który takim staraniem zostawowała kosztem i pracą spodziewając się pożytku, a teraz mi odbierają.
Także dla złych lat i nieurodzajów z defalki w arendach, czynszach i krescentiach szkodować musiałam wiele za mojej posesji mając nadzieję, że się kiedykolwiek nagrodzi. Musiałam odbywać koszty i ekspensa wszystkie, tak domowe jak i forteczne i w przyczynianiu munitiey {obwarowań} jako regestrami pokazać ci muszą, którzy koło tego chodzą i dobrym sumieniem przyznać.
Budynki w zamku kontynuowałam dla ozdoby domu, rzemieślników trzymając cudzoziemskich. Kościół trzymałam, to zamek powinien dawać i naprawować wszystko. Organy swoim kosztem wystawiłam, jeszcze ich kończyć trzeba, dla ozdoby domu i konserwacji, miłość i wdzięczność temu miejscu wyświadczając. Ubogich ludzi w mieście ratowałam, jako mogąc, aby się budowali.
Sumy tak wielkie na regiment łożone, które jako mąż mój, tak i ja sama łożyłam, przez ten czas wyprawując do obozu jako najporządniej bez wszelkiego odbierania zasług. Żeby mi były oddane zasługi dla nabycia jakiego kawałka substancji dzieciom moim, boć i ta podpada pod moje dożywocie.
Gospodarstwo moje białogłowskie powinno przy mnie zostawać, wszak-em nie ruszyła z tego domu. Do wszelkich rządów i kontraktów należeć powinnam, jakom i teraz należała. Wszak-em się ja też JeMści dokładała.
W testamencie mi darowanych sto tysięcy, aby mnie doszły, jeżeli mnie JMć tak już ekskluduje, jakoby stan już odmieniła, chociaż o tym nie myślę, anim uczyniła. Tamże nie każe mi rachować klejnotów moich wniesionych ani srebra, tylko mnie obowiązuje, abym dochowała, o co się ustnie staram, nie tylko te zachować, ale i więcej przysposobić, bylem skąd miała.
Analiza dokumentu
[s. 361] Punkta, które do uwagi podaję Ich MM P.P. Opiekunom, prosząc Ich Mciów MM Państwa, aby mi nie dopuścili krzywdy czynić, których JeMść {Tomasz Zamoyski} mój dlatego mnie i dzieciom w osieroceniu naszym przydał, bo kiedy się mnie oczywiście {jawnie} krzywda dzieje, i przeciwko woli wyraźnej fundatora ordynacji {Jana Zamoyskiego}, bowiem na fundamencie woli jego ostatnią wolą męża mego przez testament łamać usiłują, nie mając żadnej okazji do mnie, a jakoż się ma substancja dzieci moich utrzymać bez wielkiej krzywdy.
W tytule Katarzyna Zamoyska nakreśla ramy prawne i emocjonalne swojego wystąpienia. Można tu wyróżnić kilka kluczowych aspektów. Pierwszy to status prawny opiekunów. Katarzyna przypomina im, że zostali powołani do tej roli przez Tomasza Zamoyskiego, a ich zadaniem jest ochrona rodziny zmarłego. Kanclerzyna alarmuje, że ktoś próbuje złamać postanowienia zawarte w woli fundatora ordynacji[9] i w testamencie jej męża, co uderza w fundamenty prawne majątku, przedstawiając jej zarzuty, mimo że nie dała ku temu żadnego powodu. Zwraca też uwagę, że te działania doprowadzą do uszczuplenia majątku jej dzieci.
Naprzód uniżenie o to proszę, abym konserwowana była przy testamencie i ostatniej woli męża mego, który mnie naznacza i chce mieć pierwszą opiekunką dzieci moich, zważywszy (sam będąc ojcem) miłość wrodzoną rodzicielską, bo widzimy wiele mając przykładów, jako sieroty szkody przez te opieki miewają, a niedaleko chodząc, ordynacja Myszkowskich, która dotąd nie może powstać. Że żadnego nie ma JM P. wojewoda[10] {Jakub Sobieski} fundamentu i okazji do mnie {aby} odbierać mi dzierżawę {władzę} dóbr, których mnie mój mąż naznaczył dzierżawczyną {zarządczynią}, tom nic nie egzorbitowała {nie wykroczyła poza prawo}, jakom już dowodem pokazała w rachunkach. I owszem, wszyscy domowi i poddani, i świat niemal cały da mi testimonium {świadectwo} mojej życzliwości i afektu tak przeciwko dzieciom moim, jako też i całemu domowi.
Kanclerzyna rozpoczyna swoja wypowiedź, używając niezwykle silnej argumentacji emocjonalnej i ekonomicznej. Powołuje się na ostatnią wolę męża, który uczynił ją opiekunką dzieci, mając na uwadze ich dobro. Argumentuje, że żaden, nawet najmądrzejszy opiekun, nie będzie dbał o dzieci tak, jak matka i przywołuje przykład ordynacji Myszkowskich. To bardzo konkretny i świeży wówczas dowód na to, jak rządy opiekunów potrafią doprowadzić kwitnący majątek do ruiny. Następnie bezpośrednio uderza w wojewodę Jakuba Sobieskiego i oskarża go o próbę odebrania jej zarządu dóbr bez podstawy prawnej (żadnego nie ma fundamentu). Zamoyska wyraźnie zaznacza, że nie dopuściła się żadnych nadużyć (nic nie egzorbitowała), a jej rządy są przejrzyste, co potwierdzają rachunki i opinia publiczna.
Kiedy wszystką aplikacją i staraniem usiłowałam utrzymać krwawą pracę męża mego, przy tak złych latach konserwując ubogich poddanych, co sami przyznawają, ani mówią, aby mieli być ode mnie ukrzywdzeni.
Zamoyska buduje tu swój wizerunek jako skutecznej i sprawiedliwej gospodyni, która radzi sobie w czasach kryzysu. To argument odwołujący się do pragmatyzmu opiekunów – pokazuje, że zmiana zarządcy w trudnych chwilach byłaby błędem ekonomicznym, skoro ona mimo trudnych warunków zewnętrznych potrafiła utrzymać płynność i porządek w dobrach. Katarzyna określa majątek Zamoyskich mianem krwawej pracy męża mego. To silne sformułowanie. Sugeruje, że Tomasz Zamoyski przypłacił rozwijanie potęgi rodu ogromnym wysiłkiem i zdrowiem, a ona, jako lojalna żona, traktuje ochronę tego dziedzictwa jako swój obowiązek. Ważnym argumentem jest tutaj również powołanie się na świadectwo poddanych, traktowanych z wyrozumiałością i zrozumieniem ich trudnej sytuacji, co pokazuje, że nie wyciskała majątków do cna, ale dbała o ich rozwój i zatrzymanie ludzi, pracujących dla dobra jej syna.
Także wszelkie ciężary ułatwiłam, skąd tylko mogąc mieć jaki dochód, nie rozdzielając intrat moich pod dożywocie podpadających ani zapracowanych za JeMci {Tomasza Zamoyskiego} jakiego grosza. I owszem, wszytką siłą starałam się o to, aby jako najprędzej wypłacić ciężary, póki dzieci małe. Żeby zaś zebrać jaką sumkę w nagrodę straconych przez Tarnopol, jakie od wojsk przechodzących zabiegałam, kontentowałam jako mając, żeby mieli ochronę poddani, co sami przyznają jako domowi, tak i poddani to mi za to dziękowali z wielką miłością.
Kanclerzyna chwali się, że ułatwiła wszelkie ciężary, co oznacza, że spłacała długi. Co najważniejsze, robi to z własnych dochodów. Wspomina bowiem o intratach pod dożywocie podpadających, a więc są to jej prywatne pieniądze, które prawnie jej się należały jako wdowie. Zamiast wydawać je na własne luksusy, wyłożyła je na zabezpieczenie majątku dzieci. To dowód na jej dalekowzroczność, gdyż chce oddać synowi ordynację wolną od długów. Wzmianka o Tarnopolu odnosi się prawdopodobnie do zniszczeń wojennych lub najazdów, ponieważ był on kluczowym punktem obrony przed Tatarami. Katarzyna stara się zrekompensować te straty, oszczędzając i gromadząc sumkę. Zabiegałam, kontentowałam w odniesieniu do wojsk przechodzących to eufemizm na bardzo trudne zadanie. Wojska w XVII wieku (także i własne) były dla majątków ziemskich plagą gorszą od szarańczy. Katarzyna musiała dogadywać się, opłacać lub aprowizować żołnierzy tak, aby nie złupili jej poddanych. Była to niewątpliwie również aluzja w kierunku hetmana Koniecpolskiego, który musiał być świetnie poinformowany o całej sprawie jako główny dowódca. Zamoyska ponownie podkreśla, że jej działania nie są tylko jej subiektywną oceną. Zarówno domowi, jak i chłopi dziękowali jej z wielką miłością za to, że uchroniła ich przed samowolą żołnierzy.
Daję i to do konsyderacji WMM Państwa, że mój mąż uważając każda okazja rozdzielona bywa spustoszona, dlatego chciał, aby w rękach jednych była substancja i dlatego dyspozycje w skarbie ręką swoją podpisaną zostawił, mnie także drugie takie dawszy z podpisem.
W tym fragmencie Zamoyska odwołuje się do kluczowej zasady niepodzielności majątku. Używa tego argumentu, aby udowodnić, że wszelkie próby odsunięcia jej od zarządu lub dzielenia kompetencji między różnych opiekunów są sprzeczne z wolą zmarłego i logiką gospodarczą. Katarzyna argumentuje, że jej mąż był świadom, że rozproszenie decyzyjności, tj. wielu zarządców czy podział dochodów, prowadzi do chaosu i marnotrawstwa. Przecież dokładnie to nastąpiło po śmierci jego ojca, kiedy opiekunowie rozbieżnymi decyzjami i łupieżczą polityką ekonomiczną doprowadzili ordynację zamojską do ruiny. Katarzyna ujawnia też, że istnieją dyspozycje dotyczące zarządzania skarbcem, które kanclerz podpisał własnoręcznie. Informuje również, że posiada duplikat z autentycznym podpisem męża. Jest to bezpośrednie zabezpieczenie przed ewentualnym zarzutem sfałszowania dokumentów. W razie ich przejęcia przez niepowołane osoby kanclerzyna ma własny niepodważalny dowód.
Toć gdyby był chciał mnie wydzielić albo życzył tego, to by to był sam przez testament uczynił, ale, i owszem, tak wiele razy mnie wspominając stwierdził {zatwierdził} i obwarował przydając mi sług do tym łatwiejszego rządzenia.
Katarzyna argumentuje, że gdyby wolą zmarłego było odsunięcie jej od zarządzania majątkiem lub wydzielenie jej tylko części, to zapisałby to wyraźnie w testamencie. Tymczasem jest wręcz przeciwnie. Mąż wielokrotnie wspominał o niej w dokumencie, umacniając i zabezpieczając prawnie jej pozycję. Dodatkowo przydzielił jej konkretnych zaufanych dworzan do pomocy w łatwiejszym rządzeniu.
Że ufał miłości mojej i statkowi widząc zawsze afekt mój stateczny przeciwko domowi swemu, którego i ja, będąc wdzięczna, wzajemnym zapędem certować usiłowałam i pokazać całemu światu umyśliłam, jako dom ten i dzieci kocham, i do śmierci statecznie dotrzymywać umyśliłam i dlatego mój mąż sporządziwszy wszystek rząd i postanowiwszy ordynował, aby wszystko do jednej skrzynki szło, abym tym łatwiej dysponować i jego woli dosyć czynić mogła. [s. 362] O co wszystkimi siłami starałam się przez te czasy, dzieci jako najlepiej konserwować i te substancje utrzymywać.
Zamoyska podkreśla tu, że mąż ufał jej miłości i odpowiedzialności. Słowo stateczność w XVII wieku oznaczało powagę, stałość w zasadach i emocjonalną dojrzałość. Tomasz wiedział, że żona nie ulegnie chwilowym emocjom ani wpływom osób trzecich. Kanclerzyna używa pięknego staropolskiego zwrotu, mówiąc, że chciała wzajemnym zapędem certować, tj. starała się udowodnić wszystkim, że jej miłość i oddanie dla rodu Zamoyskich są tak wielkie, iż dorównują lub nawet przewyższają to, co otrzymała od męża. Po tym emocjonalnym wstępie Zamoyska przechodzi do ekonomicznych konkretów. Zmarły mąż ustanowił porządek, w którym wszystkie dochody miały wpływać do jednej skrzynki. Miało to na celu umożliwienie jej swobodnego dysponowania finansami. Jest to bezpośrednie uderzenie w Sobieskiego, który chciał rozproszyć te fundusze. Po czym podkreśla, że przez czas wdowieństwa jej głównym celem było utrzymanie w dobrym stanie zarówno dzieci, jak i majątku.
Co także Ich MM P.P. Opiekunowie zjechawszy się na pogrzeb i komisarz JKM. P MM {króla} dóbr[11] postanowili, fundując się na woli fundatora i męża mego, jako pierwszego ordynata po nim, ustanowiwszy mię dzierżawczyną, także i drugim zajazdem na rachunki na św. Jan według ordynacji, co aktu Ich MM aprobuje skrypt.
Te tedy wyraziwszy racje uniżenie WMM Państwa proszę, abyście mnie zachowali przy prawie ordynackim i woli męża mego powagą samych WMM Państwa po dwakroć utwierdzonej.
Kanclerzyna przypomina o oficjalnym zgromadzeniu, które odbyło się po pogrzebie Tomasza Zamoyskiego. Wówczas, w obliczu majestatu śmierci i powagi chwili, opiekunowie oraz komisarz królewski, reprezentujący autorytet samego monarchy, wspólnie potwierdzili jej rolę. Uznali tym samym, że powierzenie jej obowiązków administracyjnych jest wypełnieniem statutów ordynacji. Opiekunowie zatwierdzili to wszystko stosownymi dokumentami z własnoręcznymi podpisami. Wyraźnie słychać tu niewyartykułowane pytanie o wiarygodność tych zapisów, skoro miałyby zostać zmienione bez żadnego konkretnego powodu, jedynie na życzenie jednego z nich. Passus ten zamyka ponowną prośbą o pozostawienie jej przy wcześniejszych ustaleniach i sprawnie przechodzi do części drugiej mowy, gdzie wdowa odpiera argumenty Jakuba Sobieskiego.
Wszak-em się ja we wszystkim dokładała JM. P. wojewody i nic przez {bez} niego nie czyniłam, bo na każdej karcie jest wyraźny JM podpis, dokładałam się jak ustnie, tak i przez listy we wszystkich okkurrentiach {sprawach} z JeMcią Panem i dlategom ja z Jego Mcią moim Mci Panem chcąc żyć w pokoju jako najlepszym, dissimulowałam {milczałam} w swoich prywatnych pretensjach i krzywdach, które tu wyrażam.
Zamoyska przechodzi od obrony generalnej do bezpośredniego starcia z Jakubem Sobieskim, wytykając mu hipokryzję przy użyciu niepodważalnych dowodów. Ujawnia mianowicie, że wojewoda nie może twierdzić, iż nie wiedział o jej działaniach lub że były one samowolne. Mówi wprost: na każdej karcie jest wyraźny JM podpis, jeśli więc Sobieski teraz krytykuje jej rządy, to krytykuje własne decyzje, które wcześniej zatwierdzał podpisem. Kanclerzyna podkreśla, że konsultowała się z nim w każdej sprawie, zarówno ustnie, jak i listownie, pokazuje więc siebie jako lojalną partnerkę w opiece, która nie zrobiła kroku bez wiedzy głównego oponenta. Katarzyna twierdzi również, że w imię zachowania dobrych stosunków znosiła prywatne krzywdy i roszczenia ze strony wojewody, nie podnosząc ich wcześniej na forum. Teraz jednak, gdy jej pozycja jest zagrożona, wyciąga je na światło dzienne.
To jest, że na dzierżawach Ich MM Panien wojewodzianek jest moich dzieci na trzykroć sto tysięcy i spólnie należąc do tej sumy, z której JeMM P. zażywa profitu, a ja przecie, będąc panią dożywotnią nad wszytkim, należałam także do niej, z której cale {wcale} żadnej mam konsolacji, tylko żem była posesorką ordynacji, milczałam.
W tym fragmencie Katarzyna przechodzi do konkretnych wyliczeń finansowych, które rzucają zupełnie nowe światło na jej spór z wojewodą Jakubem Sobieskim. Wykazuje ona, że jest nie tylko administratorką, ale de facto wierzycielką rodziny wojewody. Podaje mianowicie zawrotną jak na owe czasy sumę – trzykroć sto tysięcy (300 000) złotych polskich, które zabezpieczone były na dzierżawach panien wojewodzianek[12], zatem dzieci Zamoyskich mają ogromne roszczenia finansowe. Kanclerzyna skarży się następnie, że choć te pieniądze należą do jej dzieci, a ona jako pani dożywotnia ma do nich prawo, to profit z tej sumy czerpie wyłącznie wojewoda, a ona nie otrzymuje z tego tytułu żadnej rekompensaty. Podkreśla też, że jej dotychczasowe milczenie nie wynikało z niewiedzy czy słabości, ale z tego, że jako faktyczna zarządczyni przedkładała spokój i zgodę nad prywatne procesy o pieniądze.
Teraz jednak tego trudno ustępować, bo by wielką moje dzieci krzywdę mieli. Także JMść MM P. oddzielił sobie intratę za wiadomością WMM Państwa z dóbr ordynackich, żeby nie było dyferencji, ani przeszkody w rządach, kiedy komu w czym nie wygodzi i dla konfuzji w intratach, która teraz musi być i już jest dla tych zawziętości; bo nikomu się śmiele nie może rzec nic. Bunty są, iżem ja prawdę niektórym mówiła i broniłam szkody, tom się nadprzykrzyła, że mnie fałszywymi plotkami zwadzili, co swego czasu pokaże się.
Zamoyska przechodzi tu do kontrataku, diagnozując opłakane skutki dwuwładzy i intryg, które już teraz niszczą ordynację. Katarzyna deklaruje, że o ile wcześniej mogła milczeć o swoich prywatnych krzywdach, o tyle teraz trudno ustępować, bo stawką jest realna strata finansowa jej dzieci. To przesunięcie ciężaru z emocji na obowiązek prawny matki-opiekunki. Informuje, że wojewoda wyodrębnił dla siebie część dochodów z dóbr. Miało to rzekomo służyć uniknięciu sporów, ale Katarzyna demaskuje ten ruch jako szkodliwy. Twierdzi, że zamiast porządku, wprowadziło to zamęt, a wszelkie próby reakcji spotkały się z zawziętością, którą rozumieć należy tu jako jawną wrogość, a nawet agresję. Na zwrócenie uwagi Sobieski się obrażał i oburzał, a za plecami rozsiewał plotki wśród przyjaciół Zamoyskiej, co doprowadziło do niepotrzebnych konfliktów.
Dług, który mają dzieci moje na dobrach Ich MM P.P. wojewodzianek dwanaście tysięcy, jako karta opiewa, które mój maż nieboszczykowi św. pamięci JeM.P. wojewodzie podlaskiemu[13] w Lublinie dał na sprawę z JeMcią. Więc że JeM P. wojewoda opiekunem bywszy, tak Ich Mciów P.P wojewodzianek, jak i moich dzieci, i posesorem dóbr tych zostając, mógłby mi ich oddać, żebym ich łożyła na jaki splendor im do porządku albo długu zniesienia, żeby prowizja nie rosła, coby JeMci nie zginęło na dobrach.
Katarzyna przywołuje tu kolejny dług w wysokości 12 000 złotych, zabezpieczony na dobrach panien wojewodzianek. Były to pieniądze, które jej zmarły mąż przekazał w Lublinie również nieżyjącemu już wojewodzie podlaskiemu. Kanclerzyna wytyka Jakubowi Sobieskiemu dwuznaczną rolę. Jest on jednocześnie opiekunem dłużniczek i wierzycieli oraz zarządcą dóbr, na których ten dług ciąży. To klasyczny konflikt interesów – Sobieski jako opiekun Zamoyskich powinien dbać o ściągnięcie długu, ale jako opiekun wojewodzianek woli go nie płacić. Zamoyska proponuje racjonalne rozwiązanie. Chce, aby te 12 000 złotych zostało jej wypłacone, a ona przeznaczy je na reprezentację i wychowanie dzieci lub na spłatę innych zobowiązań. Argumentuje, że dzięki temu odsetki nie będą dalej rosły, co w ostatecznym rozrachunku wyjdzie na dobre także dobrom Sobieskich.
Więc i ta nie mniejsza racja była utrzymania mnie na dobrach ordynackich, że są w testamencie położone sumy na dobrach odkupionych i cesje otrzymane na JMci, które na młodszych ordynował 400 000 toż to i mnie należą do zażywania, kiedy mi ordynacje odbierają, żebym z nich dzieciom przyczyniła substancji.
Kanclerzyna ujawnia istnienie kolejnej ogromnej sumy, 400 000 złotych. Pieniądze te pochodzą z „dóbr odkupionych” oraz „cesji” (przelewu praw do wierzytelności), które Tomasz Zamoyski zapisał z myślą o młodszych dzieciach. Kluczowym zwrotem jest tu: mnie należą do zażywania. W prawie staropolskim wdowa miała prawo do dożywocia, czyli czerpania zysków (odsetek, plonów) z kapitału męża, nawet jeśli sam kapitał należał już do dzieci. Zamoyska żąda tych pieniędzy, aby reinwestować zyski w celu powiększenia majątku Jana i Joanny.
Także i to nie mniejsza racja, że ja matką bywszy, córkę będę miała przy sobie, bo bym jej pewnie {z pewnością} nikomu nie dała, mając nadzieję, że sama [s. 363] dosyć uczynię ćwiczeniu, która ma zapisany posag w testamencie od ojca ufundowany na ordynacji, od którego należy jej prowizja na ochędóstwo, i jeżeli by się jej okoiło {sic} co na klejnociki, póki mała od trzech kroć sto tysięcy i jeszcze i tę daję rację do konsyderacji WMM Państwa, że ja za konsensem WM Państwa idąc, gdy się królowa Jey Mść P. M.M. u dóbr odezwała do zgromadzonych WMM Państwa na pokwit {pokwitowanie} z pretensją swoich sta tysięcy, z ordynackich dóbr, żem zjechała do Wysocka[14] i zgodziłam się na półtora kroć sto tysięcy i bez naddatku. Iże nie było tak wielkiej sumy dla innych expens[15], dałam część, a sto tysięcy prosiłam o poczekanie z prowizją do roku, a to dlatego żeby nie irritować dla kwitu {żeby nie drażnić brakiem spłaty}, w której to sumie, że mi Tarnopol wzięto, kompensując; a tamta suma była dzieci młodszych, która pod moje dożywocie podpadała. Więc mi powinno z ordynackich dóbr tę sumę oddać.
Zamoyska kategorycznie stwierdza, że jako matka nie odda Joanny Barbary pod obcą opiekę. Argumentuje, że sama najlepiej zadba o jej wychowanie i edukację. Wskazuje też na konkretne zapisy testamentowe – córka ma posag ufundowany na ordynacji, z którego należą się jej odsetki na utrzymanie, stroje czy klejnoty. Kiedy zaś królowa zgłosiła pretensje do 100 000 złotych z dóbr ordynackich, to właśnie Katarzyna pojechała do Wysocka i wynegocjowała ugodę. Wykazała się przy tym nie lada sprytem – zbiła roszczenia, wynegocjowała odroczenie płatności i uniknęła płacenia odsetek. Co najważniejsze, wypłaciła część sumy z własnych funduszy, aby nie obciążać bieżących wydatków ordynacji. Teraz zaś wystawia rachunek. Skoro użyła swoich prywatnych pieniędzy, by spłacić długi ordynacji wobec królowej, żąda, aby te pieniądze zostały jej teraz zwrócone z dochodów ordynackich.
Bo jeżeli się to nie zdało JeMci P. wojewodzie MM P, co mi teraz tak często wymawia, to było w prawo wkroczyć, żeby się była K.J.M. nie urażała i przez prawo by się było uspokoiło, wszak-em się tak wiele razy JeMM Pana dokładała.
Zamoyska odnosi się do pretensji wojewody dotyczących jej wcześniejszych decyzji prawdopodobnie w sprawie ugody z królową lub zarządu dobrami i mówi wprost: jeśli wojewodzie się to nie podobało, mógł wytoczyć proces i załatwić spór z królową przez sąd zamiast narażać się na jej gniew niewłaściwymi decyzjami. Ponownie, z niemal procesową uporczywością, przypomina: wszak-em się tak wiele razy Je MM Pana dokładała. To jej najsilniejsza tarcza. Twierdzi, że informowała wojewodę o każdym kroku. Skoro wtedy nie protestował, jego dzisiejsze robienie wyrzutów jest bezpodstawne i nielojalne.
Także reformacja moja na kluczu zamechskim, turobińskim i Zwierzyńcu, z których szła intrata na majdany[16], to kiedy się oderwie (bo skądże bym dochód miała) to majdany ustawać muszą, a stamtąd podpora intraty upadnie.
Kanclerzyna wspomina o swoich działaniach naprawczych w kluczowych ośrodkach: zamechskim, turobińskim i w Zwierzyńcu. To obszary bogate w puszcze, które stanowiły zaplecze dla przemysłu leśnego. Eksport produktów leśnych (drewna, potażu, smoły) przez Gdańsk był w XVII wieku bardzo ważną i dochodową gałęzią gospodarki. Zamoyska ostrzega, że odebranie jej kontroli nad tymi dobrami zniszczy wypracowany przez nią system. Jeśli odbierze się jej zarząd nad kluczami ziemskimi, zabraknie gotówki na inwestycje w majdany. Jeśli one upadną, zniknie podpora intraty, czyli najbardziej zyskowna, eksportowa część dochodów ordynacji.
Także moje łożone sumy, na którem fantowała[17] moją pod dożywocie podpadającą majętność i na prowizję zaciągałam, żeby tylo ułatwić prędzej koszty kwitować. Jeżelim ja to powinnam tracić nie mając konsolacji, a nie wystarczała suma intratna tak nagłym ekspensom, a to w nadziei posesji dóbr ordynackich żebym intraty nie rozdzielała.
Katarzyna przyznaje się do niezwykle odważnego kroku. Aby spłacić nagłe długi i koszty ordynacji, zastawiła własne dobra, które posiadała z tytułu dożywocia. Brała pożyczki na procent, kładąc na szali swój prywatny majątek, byle tylko jak najszybciej uregulować zobowiązania zmarłego męża i kwitować koszty. Wykazuje czarno na białym, że bieżące dochody z ordynacji nie wystarczały na pokrycie nagłych wydatków. Gdyby nie jej prywatna interwencja finansowa, ordynacja popadłaby w niewypłacalność. Dlaczego to robiła? Miała nadzieję na posesję dóbr ordynackich. Nie chodzi tu jednak o chciwość, ale o strategię: chciała utrzymać cały majątek w jednym ręku. Wiedziała, że rozbicie dochodów między różnych kuratorów doprowadzi do ruiny. Kanclerzyna pyta retorycznie, czy ma teraz zostać ukarana za swoją lojalność i stracić własne pieniądze, które włożyła w ratowanie wspólnego dobra, nie otrzymując w zamian żadnej rekompensaty.
Także to zboże, które było zachowane po folwarkach należało mi ann(us) gratia {sic}, a jam to wszystko łożyła częścią dla konserwacji ludzi ubogich, że się im i taniej dawało, i od wielu odebrać nie mogło dla ubóstwa, a to wszystko w nadziei dalszej konsolacji przez dzierżawę dóbr.
Katarzyna przypomina o staropolskim prawie, według którego wdowie przysługiwał określony udział w zbiorach z ostatniego roku jako zabezpieczenie jej bytu bezpośrednio po śmierci męża. Zboże zgromadzone w folwarkach było więc prawnie jej własnością. Zamiast je spieniężyć dla własnego zysku, Zamoyska rozdała je lub sprzedała po zaniżonych cenach okolicznej ludności. Zrobiła to, by ratować poddanych przed głodem. Przyznaje szczerze, że od wielu nawet nie próbowała ściągać zapłaty, bo byli zbyt biedni. Kanclerzyna nie ukrywa, że to miłosierdzie miało swój cel. Liczyła na to, że jej lojalność wobec poddanych i dbałość o ich przeżycie zostanie nagrodzona przez opiekunów utrzymaniem jej przy zarządzie dobrami.
Także wszystkie moje nakłady zwierzynieckiej mojej intraty łożone na kamień do fortecy i na staw nieliski, który takim staraniem zostawowała kosztem i pracą spodziewając się pożytku, a teraz mi odbierają.
Zamoyska podkreśla też swój wkład w rozbudowę twierdzy zamojskiej. Użyła dochodów ze Zwierzyńca, aby dostarczyć surowiec do budowy murów. Wspomina o modernizacji stawu w Nieliszu. Katarzyna z żalem zauważa, że po tym, jak włożyła w te dzieła staranie, koszt i pracę, teraz próbuje się jej odebrać zarząd nad nimi, zanim zdążyła doczekać się zwrotu z inwestycji.
Także dla złych lat i nieurodzajów z defalki[18] w arendach, czynszach i krescentiach szkodować musiałam wiele za mojej posesji mając nadzieję, że się kiedykolwiek nagrodzi. Musiałam odbywać koszty i ekspensa wszystkie, tak domowe jak i forteczne i w przyczynianiu munitiey {obwarowań} jako regestrami pokazać ci muszą, którzy koło tego chodzą i dobrym sumieniem przyznać.
Kanclerzyna wspomina o złych latach i nieurodzajach. Jako posesorka dóbr nie mogła po prostu wycisnąć z poddanych i arendarzy ostatnich pieniędzy. Musiała godzić się na obniżki czynszów, bo wiedziała, że zrujnowany dzierżawca to martwy dochód w przyszłości. Brała straty na siebie, licząc, że w lepszych latach majątek to odrobi. Podkreśla też, że mimo braku pełnych dochodów, wydatki nie zniknęły. Musiała finansować utrzymanie dworu, godne życie dzieci, służbę, fortecę, którą jeszcze rozbudowywała. Katarzyna nie rzuca słów na wiatr. Powołuje się na regestry oraz świadectwo ludzi, którzy tym się zajmują.
Budynki w zamku kontynuowałam dla ozdoby domu, rzemieślników trzymając cudzoziemskich. Kościół trzymałam, to zamek powinien dawać i naprawować wszystko. Organy swoim kosztem wystawiłam, jeszcze ich kończyć trzeba, dla ozdoby domu i konserwacji, miłość i wdzięczność temu miejscu wyświadczając. Ubogich ludzi w mieście ratowałam, jako mogąc, aby się budowali.
Zamoyska kontynuowała prace budowlane na zamku w Zamościu. Podkreśla, że zatrudniała rzemieślników cudzoziemskich i sfinansowała budowę nieukończonych jeszcze organów. Ordynatowa pomagała również ubogim ludziom w mieście, wspierając ich finansowo lub materiałowo w budowie własnych domów.
Sumy tak wielkie na regiment łożone, które jako mąż mój, tak i ja sama łożyłam, przez ten czas wyprawując do obozu jako najporządniej bez wszelkiego odbierania zasług. Żeby mi były oddane zasługi dla nabycia jakiego kawałka substancji dzieciom moim, boć i ta podpada pod moje dożywocie.
Katarzyna wykazuje, że zarówno jej mąż za życia, jak i ona sama po jego śmierci, łożyli gigantyczne sumy na utrzymanie prywatnych oddziałów wojskowych. Podkreśla, że wyprawiała żołnierzy do obozu w pełnym rynsztunku i porządku. Co najważniejsze – robiła to bez wszelkiego odbierania zasług. Oznacza to, że nie brała od państwa skarbu koronnego żadnych funduszy, które jej się prawnie należały za wystawienie tych ludzi. Teraz, w obliczu odebrania jej zarządu majątkiem, Zamoyska żąda, aby te zasługi zostały jej przyznane, gdyż chce nabyć nowe dobra ziemskie dla swoich dzieci. Ponownie też przypomina, że te fundusze, jako wypracowane lub wyłożone w czasie jej wdowieństwa, podpadają pod jej prawo dożywocia.
Gospodarstwo moje białogłowskie powinno przy mnie zostawać, wszak-em nie ruszyła z tego domu. Do wszelkich rządów i kontraktów należeć powinnam, jakom i teraz należała. Wszak-em się ja też JeMści dokładała.
Kanclerzyna przypomina, że jako żona Tomasza stworzyła fundament funkcjonowania dworu, którego nikt nie ma prawa jej odbierać. Od momentu zamążpójścia aż do owdowienia trwała przy mężu i dzieciach w Zamościu. Żąda też prawa do uczestnictwa w wielkiej polityce i ekonomii – w zawieraniu kontraktów, dzierżaw i umów handlowych.
W testamencie mi darowanych sto tysięcy, aby mnie doszły, jeżeli mnie JMć tak już ekskluduje, jakoby stan już odmieniła, chociaż o tym nie myślę, anim uczyniła. Tamże nie każe mi rachować klejnotów moich wniesionych ani srebra, tylko mnie obowiązuje, abym dochowała, o co się ustnie staram, nie tylko te zachować, ale i więcej przysposobić, bylem skąd miała.
Zamoyska przypomina o zapisanej jej w testamencie sumie 100 000 złotych. Stawia sprawę twardo: jeśli zostanie wykluczona z opieki i zarządu, te pieniądze muszą jej zostać wypłacone natychmiast. Porusza również drażliwy temat plotek o odmianie stanu, rozsiewanych przez Sobieskiego. W tamtych czasach ponowne wyjście za mąż wdowy często oznaczało utratę praw do opieki nad dziećmi z pierwszego małżeństwa. Poza tym Katarzynę i Tomasza łączyło wyjątkowe uczucie, ucina więc spekulacje: chociaż o tym nie myślę, anim uczyniła i deklaruje pełne oddanie pamięci męża i interesom dzieci. Kanclerzyna powołuje się na wolę zmarłego, który zakazał rozliczania jej z własnych klejnotów i sreber wniesionych do domu Zamoyskich. To jej prywatna własność, której nikt nie ma prawa tknąć. Zamoyska deklaruje, że jej celem nie jest tylko zachowanie tego, co jest, ale i więcej przysposobić. Dodaje jednak z przekąsem: bylem skąd miała, czyli czyni wyrzut opiekunom, że zamiast pomagać, tylko jej przeszkadzają.
Katarzyna Zamoyska jawi się w dokumencie jako osoba świadoma swoich praw i konsekwentnie ich broniąca. Opiera swoją pozycję na testamencie męża oraz obowiązującym porządku prawnym, co pokazuje jej dobrą orientację w kwestiach formalnych. Jest zarazem sprawną zarządczynią majątku, dbającą o jego stabilność finansową i rozwój mimo trudnych warunków. W swoich działaniach wykazuje się odpowiedzialnością i dalekowzrocznością, m.in. spłacając długi i inwestując własne środki. Podkreśla swoją rolę jako matki, dla której dobro dzieci stanowi nadrzędną wartość. Umiejętnie łączy argumenty emocjonalne z rzeczowymi, co czyni jej wypowiedź przekonującą. Nie unika konfrontacji – potrafi zdecydowanie odpierać zarzuty i wskazywać błędy przeciwników. Jednocześnie przedstawia się jako osoba lojalna i współpracująca, która wcześniej działała w porozumieniu z opiekunami. W jej wypowiedzi widoczna jest także troska o poddanych i stabilność całego majątku. Ostatecznie Katarzyna ukazuje się jako silna, kompetentna i zdeterminowana kobieta, zdolna do skutecznego działania w realiach XVII wieku.
tekst sczytała Ewa Lisiecka, opracowała Justyna Bartkowska
[1] Cytowany dalej jako ANK ZZG 445.
[2] Np. Groszkowski M., Rywalizacja o Ordynację Zamojską w latach1665-1673, Warszawa 2022, s. 44.
[3] Testamenty Jana, Tomasza i Jana „Sobiepana” Zamoyskich, opr. W. Kaczorowski, Opole 2007, s. 65.
[4] Ibidem, s. 65, s. 69.
[5] Prawdopodobnie nie uczestniczył w nim Albrycht S. Radziwiłł, bo nie wspomina na ten temat w ogóle w swoim diariuszu.
[6] ANK ZZG, 445 s. 362.
[7] ANK ZZG 445, s. 364.
[8] Testamenty Jana…, s. 66.
[9] Statuty ordynacji zamojskiej stanowiły, że majątkiem mieli zająć się opiekunowie i do tego punktu odwołuje się Zamoyska.
[10] Jedynym opiekunem sprawującym funkcję wojewody był Jakub Sobieski.
[11] Komisarz królewski był konieczny, bo ze względu na fakt, że część dóbr stanowiła ordynacja założona na królewszczyznach.
[12] Na podstawie dalszej części dokumentu można stwierdzić, że chodzi nie o córki Sobieskiego, lecz jego podopieczne, córki innego wojewody, niestety bliżej nie zidentyfikowanego, być może któregoś z Daniłowiczów. Przy czym nie mógł to być wspomniany dalej wojewoda podlaski, bo ci mieli samych synów.
[13] Prawdopodobnie Paweł Szczawiński (zm. 1638), wojewoda podlaski w latach 1633-38.
[14] Położone koło Jarosławia, w części dóbr przypadłej Katarzynie Zamoyskiej po śmierci matki.
[15] W tym czasie największym wydatkiem był posag Gryzeldy Konstancji w wysokości 700 tysięcy złotych, wypłacany w ratach.
[16] https://pl.wikisource.org/wiki/Encyklopedia_staropolska/Majdan
[17] zastawić
[18] Obniżenie raty rocznego czynszu.